Ewa Ziewiec, Tomasz Łukaszewicz

Wywiad z Andrejem Blatnikiem, słoweńskim pisarzem, tłumaczem i redaktorem

Pisarza, tłumacza i redaktora Andreja Blatnika poznaliśmy w maju 2008 roku w Bielsku-Białej. Uczestniczył w warsztatach translatorskich, które zorganizowała Akademia Techniczno-Humanistyczna. Tam, w dwóch grupach, przekładaliśmy z pomocą pisarza jego prozę.
Po zakończeniu warsztatów spotkaliśmy się z Andrejem Blatnikiem w kawiarni na starym mieście w Bielsku-Białej. Opowiedział nam między innymi o swojej pracy, nauczaniu pisarstwa, oddźwiękach gitary basowej w jego tekstach i o warsztatach translatorskich.

Oprócz pisania zajmuje się pan także pracą w wydawnictwie. Jak łączą się te dwie rzeczy?

Pracuję jako redaktor w wydawnictwie Cankarjeva založba, które niegdyś było trzecim co do wielkości wydawnictwem w Słowenii. Chociaż teraz jest nieco mniejsze, wciąż jednak wydaje ważne dzieła literackie. Czytam to, co pojawia się jako oferta do druku i staram się to udoskonalić.

Pracuje pan też na Uniwersytecie w Koprze. Czym się pan tam zajmuje?

W ostatnich latach zajmowałem się głównie tym, aby wprowadzić w Słowenii pisanie kreatywne jako sztukę. W Ameryce zajmują się tym już od 60 lat, natomiast do Europy pomysł ten przenika wolniej. Praca w Koprze jest pierwszym kursem pisania kreatywnego na poziomie uniwersyteckim w Słowenii. Oprócz tego prowadzę warsztaty przy czasopiśmie „Literatura”, na których ukształtowało się już kilku znakomitych autorów, którzy zaczynają wydawać własne książki. Chodzi o pracę, która w Słowenii jest mało popularna z tego powodu, że wciąż bardzo silny jest mit o artyście jako o boskim twórcy, któremu wszystko jest dane i który niczego nie musi się uczyć. O cierpiącym geniuszu, którego życie wystawia na wielką próbę. Moje zdanie jest nieco inne i jestem przekonany, że można podnieść poziom pisania, o ile poważnie się z tym zmierzy. Podobnie jak każdy, kto zapisze się na kurs pływania, może polepszyć swoją technikę pływacką, chociaż niekoniecznie każdy zostanie reprezentantem w pływaniu. Także niekoniecznie każdy, kto zapisze się na kurs pisania kreatywnego, otrzyma Nagrodę Nobla.

Spośród tego, co pan wydał, najwięcej jest zbiorów krótkiej prozy. Czy łatwiej jest pisać krótką prozę?

Gdyby powieść była bardziej wymagająca, może chętniej pisałbym powieści. Krótka proza wydaje mi się odpowiednim gatunkiem dla dzisiejszych czasów. Z jednej strony dobrze ukazuje fragmentaryczność życia, które prowadzimy, życia, w którym jest mnóstwo pustych miejsc i niejasnych punktów. Powieść musi być dla czytelnika przyjemniejsza. Musi więcej powiedzieć. Napisałem jednak także trzy powieści, jedna [Spremeni me, Litera 2008] właśnie została wydana w Słowenii. Wydaje mi się, że przy powieści musisz mieć nie tylko bardzo dobrą historię, ale także znaleźć jakąś nową formę, w której tę historię opowiesz. Klasyczne realistyczne opowiadanie od początku do końca nieco mnie nudzi. Krótka proza natomiast umożliwia więcej tych ruchów, które sprawiają, iż tekst jest bardziej prowokujący, bardziej otwarty dla czytelnika.

W pana prozie obecne są doświadczenia z podróży. Czy motywy obrazów z różnych miejsc zapisuje pan od razu, czy dopiero po jakimś czasie?

Nigdy nie piszę od razu, bezpośrednio z podróży. Często ludzie mnie pytają: „Dlaczego nie piszesz dzienników z podróży?” Myślę, że z podobnego powodu, który kiedyś wypowiedział niemiecki reżyser Wim Wenders, kiedy spytano go, dlaczego nigdy nie nagrywa kamerą podczas swoich podróży po świecie. Odpowiedział: „chcę zapamiętać świat poprzez własne oczy.” Przeżycie staje się bardziej subiektywne i później oczywiście fragmenty tego przeżycia przelewają się w moje opowiadania. Podobnie jest z elementami autobiograficznymi, mamy mianowicie pisarzy, którzy opisują tylko swoje życie, dobrym przykładem dla Słowenii jest Lojze Kovačić. Są też pisarze, którzy biorą tylko jakąś drobną część przeżyć. Wreszcie są pisarze, którzy pracują tylko z imaginacją, jak powiedzmy Marcel Proust, są też pisarze, którzy biorą jakieś wydarzenie ze swojego życia, po czym z wielką przesadą używają go w literaturze i to się zdarza także mnie.

Pańska literatura została przełożona na wiele języków. Jaki jest odbiór pańskiej i słoweńskiej literatury za granicą?

Odbiór jest bardzo ciekawy, co ukazuje zwłaszcza to, że kiedy literatura dociera do innych kultur, tenże odbiór na bardzo różne sposoby się zmienia. Kiedy moja książka Menjave kož ukazała się w 1990 roku w Słowenii, krytycy chwalili ją bądź krytykowali jako książkę, która jest bardzo niesłoweńska: nie zawiera tematów politycznych, otwiera się na intymne ludzkie pytania, napisana jest bardzo po amerykańsku, z dużą ilością dialogów, stosunków międzyludzkich itd. Kiedy ta sama książka ukazała się w przekładzie w Ameryce, Amerykanie stwierdzili, że to jest typowa środkowoeuropejska literatura, w której jest dużo politycznych, kafkowskich elementów. Ponieważ ich sposób czytania był inny. Chorwackie i czeskie reakcje na książkę były całkiem podobne do słoweńskich. Reakcje w Niemczech były już nieco inne – im dalej poruszamy się na Zachód, tym bardziej zmienia się sposób funkcjonowania literatury.

Kiedyś grał pan na gitarze basowej. Czy ma to wpływ na pańskie pisanie? Na warsztatach zauważyliśmy, że opowiadanie „Gitara elektryczna” ma pewną specjalną melodię…

To moja historia gitarzysty basowego bardzo dobrze udowadnia, jak w naszych czasach autor staje się ważniejszy od tekstu. Na gitarze basowej grałem tylko do pełnoletności, a wciąż mi to towarzyszy… Gdybym na pytanie „Co robił pan w życiu?” odpowiedział, że czytałem książki, nie brzmiałoby to zbyt interesująco. Lepiej powiedzieć: pracowałem na statku, prowadziłem pociąg, byłem nurkiem, byłem gitarzystą basowym. Natomiast prawdą jest, że chociaż już dawno przestałem aktywnie zajmować się muzyką, wciąż bardzo często jej słucham, zwłaszcza, kiedy pracuję. Kiedy piszę, prawie zawsze mam na uszach słuchawki i słucham bardzo różnych rodzajów muzyki, gdyż z jednej strony izoluje mnie to od świata zewnętrznego, z drugiej zaś daje mi jakiś wewnętrzny rytm, który później, mam nadzieję, jest wyczuwalny także w opowiadaniu. Nie mogę powiedzieć, że piszę i jednocześnie słucham muzyki, ponieważ muzyki wówczas nie słucham. Muzyka jest tłem. Wówczas tylko piszę i na końcu nie wiem, czego słuchałem.

Jaki jest pański ulubiony zespół muzyczny?

Teraz słucham bardzo różnych rzeczy. Nie mam jednego ulubionego wykonawcy.

Mamy także pytanie, które dotyczy warsztatów translatorskich. Czy uczestniczył pan wcześniej w takim wydarzeniu?

Na tego typu warsztatach byłem po raz pierwszy. I muszę powiedzieć, że jest to wspaniałe nie tylko dlatego, że widzisz i czujesz wysiłek wszystkich uczestników, chcących faktycznie dotknąć tekstu, ale także dlatego, że daje ci to możliwość, aby przemyśleć wszystko, co sam stworzyłeś. Sam jestem autorem, który bardzo kontroluje swój tekst. To jest dobre, ale także czasem złe, gdyż musisz zachować proporcje między spontanicznością a zamysłem. W każdej rzeczy, także w pisaniu. Co ciekawe, były tutaj przedstawiane teksty napisane z większym zamysłem, powiedzmy „Dzień niepodległości” oraz teksty, które są bardziej spontaniczne, jak „Gitara elektryczna”. Jednak także w tekstach bardzo spontanicznych są paralele, których wcześniej nie widziałem, co znaczy, że także w spontaniczności jest głębsza zasada.

A jak brzmią pańskie opowiadania po polsku? Czy podobały się panu polskie przekłady?

Widziałem, i to mi się wydaje doskonałe, że został zachowany rytm. Ta uwaga, którą poświęcano poszczególnym rozwiązaniom, była dla mnie bardzo zaskakująca, ponieważ sam wielokrotnie chciałem poradzić grupie: „Przecież jest w porządku, kontynuujmy”, grupa zaś jeszcze szukała nowego wyrazu…

Dziękujemy za rozmowę!

Bielsko-Biała, czerwiec 2008

Ewa Ziewiec, Tomasz Łukaszewicz

Intervju z Andrejem Blatnikom, slovenskim pisateljem, prevajalcem in urednikom

S pisateljem, prevajalcem in urednikom Andrejem Blatnikom sva se spoznala maja 2008 v Bielsku-Biali. Sodeloval je na prevajalski delavnici, ki jo je organizirala Tehnično-humanistična akademija. Tam smo v dveh skupinah s pisateljevo pomočjo prevajali njegovo prozo.
Po končani delavnici sva se z Andrejem Blatnikom srečala v kavarni na glavnem trgu v Bielsku-Biali. Povedal nama je med drugim nekaj o svojem delu, učenju pisateljevanja, odmevu bas kitare v njegovih besedilih ter o prevajalski delavnici.

Poleg pisanja se ukvarjate tudi z delom na založbi. Kako se povezujeta te dve stvari?

Delam kot urednik pri Cankarjevi založbi, ki je bila včasih tretja največja slovenska založba. Zdaj je sicer precej manjša, ampak še zmeraj izdaja pomembne leposlovne knjige. Berem, kar prihaja kot ponudba za natis in skušam to delo opravljati čim boljše.

Delate tudi na Univerzi v Kopru. S čim se tam ukvarjate?

V zadnjih letih sem se precej ukvarjal s tem, da bi v Sloveniji uveljavil kreativno pisanje kot veščino. V Ameriki se s tem ukvarjajo že od 60 let, v Evropo pa ta ideja prodira bolj počasi. Delo v Kopru je prvi pouk kreativnega pisanja na univerzitetni ravni v Sloveniji. Sicer vodim delavnico tudi pri reviji »Literatura«, na kateri se je oblikovalo že nekaj odličnih avtorjev, ki začenjajo izdajati samostojne knjige. Gre za dejavnost, ki je v Sloveniji nekoliko nepriljubljena zaradi tega, ker je še zmeraj zelo močen mit o umetniku kot božanskem ustvarjalcu, ki mu je vse dano in se mu nič ni treba naučiti. O trpečem geniju, ki ga pač življenje postavlja na velike preizkušnje. Moje mnenje je nekoliko drugačno in prepričan sem, da je mogoče pisanje izboljšati, če se ga lotevamo resno. Podobno kot vsakdo, ki gre na plavalni tečaj, lahko izboljša svojo plavalno tehniko, vendar ni nujno, da vsak postane reprezentant v plavanju, kot ni nujno, da bi vsak, ki gre na tečaj kreativnega pisanja, dobil Nobelovo nagrado.

V tem, kar ste izdali, je največ zbirk kratke proze. Ali je lažje pisati kratko prozo?

Če bi bil roman bolj zahteven, bi morda rajše pisal romane. Kratka proza se mi zdi zelo primeren žanr za današnji čas. Po eni strani dobro prikazuje fragmentarnost življenja, ki ga živimo, življenja, v katerem je veliko praznih mest in nejasnih točk. Roman mora biti bolj prijazen do bralca. Več mora povedati. Napisal sem sicer tudi tri romane, en [Spremeni me, Litera 2008] je pravkar izšel v Sloveniji. Zdi se mi, da moraš pri romanu imeti ne samo zelo dobro zgodbo, ampak tudi najti neko novo formo, v kateri boš to zgodbo povedal. Klasična realistična pripoved od začetka do konca me malce dolgočasi. Kratka proza pa omogoča več teh premikov, ki naredijo tekst bolj izzivalen, bolj otprt za bralca.

V vaši prozi so prisotne izkušnje s popotovanj. Ali motive slik iz različnih krajev zapisujete sproti, ali pa šele po nekem času?

Nikoli ne pišem sproti, direktno s potovanja. Velikokrat me ljudje sprašujejo: »Zakaj ne pišeš potopisov?« Mislim, da zaradi podobnega razloga, kot ga je nekoč izrekel nemški režiser Wim Wenders, ko so ga vprašali, zakaj nikoli ne snema s kamero med svojimi potovanji po svetu. Odgovoril je: »sveta se hočem spominjati skozi lastne oči.« Doživljaj postane bolj subjektiven in potem se seveda kosi tega doživljaja prelivajo v moje zgodbe. Podobno je z avtobiografskimi elementi, imamo namreč pisatelje, ki opisujejo samo svoje življenje, dober primer za Slovenijo je Lojze Kovačič. So tudi pisatelji, ki vzamejo le kakšen drobec doživetij. Potem pa so pisatelji, ki delajo samo z imaginacijo, kot recimo Marcel Proust, so pa pisatelji, ki vzamejo kakšen dogodek iz svojega življenja in ga nato zelo pretirano uporabljajo v literaturi in to se dogaja tudi meni.

Vaša literatura je bila prevedena v več jezikov. Kakšen je sprejem Vaše oz. slovenske literature v tujini?

Sprejem je zelo zanimiv, kajti kaže zlasti to, da ko literatura potuje v druge kulture, se le-ta sprejem na zelo različne načine spremeni. Ko je izšla moja knjiga Menjave kož leta 1990 v Sloveniji, kritiki so jo hvalili ali pa kritizirali, češ da je to knjiga, ki je zelo neslovenska: ne vsebuje političnih tem, odpira se na intimna človeška vprašanja, napisana je zelo po ameriško, z veliko dialogov, medosebnih razmerij itn. Ko je ista knjiga izšla prevedena v Ameriki, so Američani rekli, da to je tipična sredjeevropska literatura, v kateri je veliko političnih, kafkovskih prvin in podobno. Kajti njihov bralni način je bil drugačen. Hrvaški in češki odzivi na knjigo so bili precej podobni kot slovenski. Odzivi v Nemčiji so bili že malce drugačni - bolj proti Zahodu gremo, bolj na drug način literatura funkcionira.

Nekoč ste igrali bas kitaro. Ali ima to vpliv na Vaše pisanje? Na delavnici smo opazili, da zgodba »Elektična kitara« ima neko posebno melodijo...

Ta moja zgodba bas kitarista zelo dobro dokazuje, kako v današnjih časih postaja pomembnejši avtor od teksta. Bas kitaro sem igral samo do polnoletnosti, pa še zdaj me stalno to spremlja... Kajti če na vprašanje »Kaj ste v življenju počeli?« bi odgovoril, da sem bral knjige, to ne zveni preveč zanimivo. Bolje je: delal sem na ladji, vozil sem vlak, bil sem potapljač, bil sem bas kitarist... Res pa je, da čeprav sem aktivno ukvarjanje se z glasbo zapustil pred davnimi leti, jo še zmeraj zelo veliko poslušam, zlasti pa, kadar delam. Če pišem, imam skoraj zmeraj na glavi slušalke in poslušam zelo različne tipe glasbe, ker me na eni strani izolira od zunajnega sveta, na drugi pa mi daje nek notranji ritem, ki se potem, upam, v zgodbi tudi pozna. Ne bi rekel, da pišem in hkrati poslušam glasbo, kajti glasbe takrat ne poslušam. Glasba je ozadje. Takrat samo pišem in ne vem na koncu, kaj sem poslušal.

Katera pa je Vaša najboljša glasbena skupina?

Zdaj poslušam izjemno različne reči. Nimam enega priljubljenega izvajalca.

Imava tudi vprašanje, ki se tiče prevajalske delavnice. Ali ste se že kdaj udeležili takega dogodka?

Na takem tipu delavnice sem bil prvič. In moram reči, da je to odlično ne samo zato, ker vidiš in čutiš napor vseh sodelujočih, da bi se resno dotaknili teksta, ampak tudi zato, ker ti da možnost, da premisliš vse, kar si sam delal. Sam sem avtor, ki zelo nadzoruje svoj tekst. To pa je dobro in tudi seveda včasih slabo, kajti moraš imeti razmerje med spontanostjo in premišljenostjo. V vsaki stvari, pa tudi v pisanju. Zanimivo je, da so bili tukaj predstavljeni teksti napisani bolj premišljeno, recimo »Dan osamosvojitve« ter teksti, ki so bolj spontani, kot »Električna kitara«. Vendar so tudi v zelo spontanih tekstih paralele, ki jih prej nisem videl, kar pomeni, da je tudi v spontanosti globlji zakon.

Kako pa zvenijo Vaše zgodbe v poljščini? Ali so Vam bili poljski prevodi všeč?

Videl sem, in to se mi je zdelo odlično, da se je ohranil ritem. Ta pozornost, ki se je posvetila posameznim rešitvam, je bila zame zelo presentljiva, kajti sam bi večkrat hotel svetovati prevajalcem na delavnici: »Saj je v redu, pojdimo naprej«, oni pa so še naprej iskali nov izraz...

Hvala za pogovor!

Bielsko-Biala, junij 2008