Zdenko Matoz, Delo

Goran Vojnović: Dresów nie oddam!

Narodowość w jego rodzinie nie istniała do 1991 roku. Później odkryli, że gdzieś jest, jednak się nią nie przejmowali.

Debiut Czefurzy raus! stał się bestsellerem i przewietrzył nasze literackie podwórko. Po nim był debiut filmowy o innej tematyce Piran Pirano, a niedawno druga powieść Jugosławia, mój kraj o młodzieńcu Vladanie, który dowiaduje się, że jego ojciec, były oficer Jugosłowiańskiej Armii Ludowej, jest ukrywającym się zbrodniarzem wojennym. Została wydana w serii Beletrina wydawnictwa Študentska založba, pierwszy nakład został od razu wyprzedany. Spotkaliśmy się na kawie w lublańskim Kinodvorze.

Zdenko Matoz: Tytuł debiutu literackiego Czefurzy raus! wydawał się niektórym prowokacyjny. Tak samo jest w przypadku powieści Jugosławia, mój kraj.

Goran Vojnović: Tak właśnie miało być. Rolą tytułu jest przyciągnięcie jak największej uwagi. Starałem się prowokować i okazało się, że stało się tak również w przypadku drugiego tytułu. Były pomysły z Bałkanami, ale Bałkany wydały mi się wypalone. Dlatego spróbowałem z Jugosławią, co do której wydaje mi się, że ma jeszcze trochę siły rażenia.

Jaki jest pana stosunek do byłej Socjalistycznej Federacyjnej Republiki Jugosławii?

Nie mam przesadnie osobistego stosunku. Państwa Jugosławia nie pamiętam, bo byłem zbyt młody. Pamiętam świat, w którym żyliśmy i przypuszczam, że to była jakaś próżnia, daleka od realnych problemów. Teraz spoglądam na to państwo z dystansem i staram się widzieć je kompleksowo. Od jego krwawych początków do krwawego końca, z wszystkim, co było dobre, co wielu ludziom dało bezpieczeństwo socjalne, niemal robotniczy dobrobyt, którego prawdopodobnie już nigdy nie będą mieli. Więcej problemów niż w rozpadzie Jugosławii widzę w tym, że później rozpadła się cała przestrzeń wspólnego państwa, przestrzeń kulturowa czy sportowa. Może powinniśmy znów stworzyć nową przestrzeń kulturową, której nie będziemy wiązali z regulacjami państwowymi, ale z ludźmi, językiem… Mam nadzieję, że idziemy w tym kierunku.

Kiedy zorientował się pan, że nagle stało się ważne, czy ktoś jest Serbem, Chorwatem czy Słoweńcem?

Zdarzyło mi się to podobnie jak bohaterowi książki – jest tu trochę elementów autobiograficznych. Kiedy zaczęła się wojna, wdarło się to też do szkoły podstawowej Nowe Fužiny. Nie biliśmy się z tego powodu, ale czasem powstawały jakieś napięcia. Jednak wtedy nie determinowało to naszego życia. Pedagogowie w szkole podstawowej mieli wyczucie do rozwiązywania takich komplikacji. Byliśmy pod bezpiecznym nadzorem. Niektóre sceny rodzinne z przeszłości zaczęły zyskiwać nowe znaczenia. Właściwie nie rozmawialiśmy o tym. Pochodzę z mieszanego małżeństwa, w mojej rodzinie jest wiele mieszanych małżeństw. Narodowość w naszej rodzinie nie istniała do 1991 roku. Później odkryliśmy, że gdzieś istnieje, jednak się nią nie przejmowaliśmy.

W książce Jugosławia, mój kraj główny bohater Vladan szuka własnej tożsamości i jednocześnie ojca, którego ścigają z powodu zbrodni wojennych. Szuka odpowiedzi i jednocześnie boi się, że ją znajdzie.

To jest dylemat, wewnętrzna walka syna, który odnajduje ojca, i walka kogoś, kto staje oko w oko ze zbrodniarzem wojennym. Boi się swoich uczuć do ojca. Wie, że nie powinien go osądzać, patrzeć bez jakiejkolwiek pobłażliwości… Pojawia się strach, niepewność czy jest gotowy na to spotkanie, gdyż wie, jak powinien zareagować, ale nie jest wcale przekonany, czy tak zareaguje. W przypadku największych zbrodniarzy, jakimi są Ratko Mladić i Radovan Karadžić, jest tak samo. Im więcej o nich wiesz, tym bardziej traktujesz ich jak ludzi w określonych okolicznościach. Kiedy dowiadujesz się, że Mladić szedł na grób swojej córki, musisz przekonywać siebie, że nie możesz mu współczuć. Ale ciężko jest nie współczuć człowiekowi, który idzie na grób dziecka. Z tym spotyka się mój bohater. Jak zachować chłodne spojrzenie na sprawy i nie wplatać w to uczuć.

Ma wyrzuty sumienia pomimo tego, że ze zbrodniami ojca nie ma nic wspólnego. Na ile niebezpieczne jest uspołecznienie winy za rodzinę, za naród?

Może być niebezpieczne to, że ludzie żyją z brzemieniem i nie chcą się go pozbyć. Ale jeszcze niebezpieczniejsze wydaje mi się to, że udajemy, iż nie jesteśmy winni, że znajdujemy tysiące powodów, dlaczego nie jesteśmy winni i usprawiedliwiamy się tym, usprawiedliwiając zbrodniarzy wojennych. Wszyscy uciekają od odpowiedzialności, począwszy od tych, którzy transportowali ludzi do obozów, skończywszy na tych, którzy ich tam pilnowali… Głównym problemem w Serbii, ale też Bośni i Chorwacji, jest to, że wszyscy zajmują się udowadnianiem swojej niewinności. W porządku, przyznamy, że Mladić jest winny, ale nikt inny… Relatywizacja zbrodni, zamykanie oczu na fakty, ale… Zbrodnia w Srebrenicy miała miejsce, ale… Także my, którzy rozmawiamy o powojennych pogromach, mówimy ale, także o słowach nienawiści, o wykluczonych… O poczuciu winy muszą dowiedzieć się wszystkie pokolenia, które w tym uczestniczyły.

Czy nie wiąże się z tym rozdrapywanie starych ran?

Rozdrapywanie starych ran wiąże się z zaprzeczaniem zbrodniom. Jeśli przyjmiesz, że zbrodni dokonali twoi znajomi, przyjaciele, krewni, przedstawiciele twojego narodu w twoim imieniu, rozpoczyna się proces gojenia. To jest właściwa droga.

Nowa powieść jest pisana na wielu płaszczyznach językowych. Dla czytelników to zapewne uczta, dla tłumaczy raczej zmora.

Myślę, że nie jest to tak, jak w przypadku Czefurów. Bawię się dwujęzycznością, która nie jest niezbędna. Wydawało mi się, że dla większości czytelników będzie to dodatek, który przybliży postacie, wniesie więcej humoru i ożywienia. Wydaje mi się, że jeśli tłumacze tego nie zachowają, powieść niewiele straci.

Kiedy umawialiśmy się na wywiad, mówił pan, że coś pan kręci. Co to jest?

Współpracuję przy produkcji serii programów edukacyjnych To będzie mój zawód, które przedstawiają zawody. Reżyser musi całkowicie oddać się swojej koncepcji i nieustannie rozmyślać, jak przedstawić określony materiał młodzieży, dla której ten program jest przeznaczony. To jest projekt Ministerstwa Pracy wsparty funduszami europejskimi. Poznaję liczne niedoceniane zawody, to niewiarygodne, ile jest jeszcze wolnych miejsc pracy.

Naprzemiennie serwuje pan publiczności książkę, film, to znów książkę. Teraz kolej na film?

Cały czas mam zamiar nakręcić film na podstawie książki Czefurzy raus!.

A więc film Czefurzy raus!?

Miejmy nadzieję, ale to jeszcze nie jest potwierdzone. Warunki finansowe nie są u nas różowe, prawdopodobnie trzeba będzie szukać pieniędzy gdzieś za granicą. Tam właściwie też nie jest tak idealnie, a zwłaszcza w tych państwach, które według logiki powinny być partnerami przy finansowaniu tego filmu.

Jeśli się nie mylę, uważa się pan przede wszystkim za filmowca, reżysera, a pisarzem został pan przez przypadek?

Z wykształcenia jestem reżyserem, w filmie pracuję od 19. roku życia. Za pisanie literatury zabrałem się w wieku 26 lat. To prawda, że ludzie w większości odbierają mnie jako pisarza, także z powodu rubryk w gazetach. Powieść Czefurzy raus! była większym sukcesem niż film Piran Pirano. Samego siebie próbuję nie odbierać ani jako pisarza ani jako filmowca…. Odkryłem bowiem, że u nas człowiek musi zajmować się większą ilością rzeczy, być dobrym w wielu dziedzinach, żeby przeżyć.

Obie z tych rzeczy to opowiadanie historii, tylko w przypadku książki ekipa jest zauważalnie mniejsza, a produkcja tańsza.

Przede wszystkim przy pisaniu książki jest większa swoboda. Sam decydujesz, co napiszesz, kiedy, jak, w jakiej objętości. Ilu statystów będzie w książce, gdzie będzie toczyć się akcja.

Pierwszą książkę zapewne pisał pan bez przeszkód, nacisków i oczekiwań. Po sukcesie i pierwszym filmie oczekiwania są pewnie większe. Czy odczuwa pan tę presję przy tworzeniu?

Ani trochę, ale zdaję sobie z niej sprawę. Debiut filmowy traktowałem jakby to była moja druga książka, drugie dzieło. Tak też odbierali go inni. Mówili o nowym dziele autora książki Czefurzy raus!. Uważam, że film przeżył syndrom drugiej książki. Nie wybaczono mu żadnego błędu, co jest możliwe przy debiucie. Przy książce Jugosławia, mój kraj nie odczuwałem natomiast żadnych nacisków, a publiczność odebrała ją jako moje trzecie dzieło. Pewnie będą krytyczni, jeśli ich nie zadowoli. Jak na razie w większości została przyjęta pozytywnie. Nie jest natomiast możliwe powtórzyć sukces książki Czefurzy raus!, która była fenomenem. Goran Vojnović wydał drugą książkę, która jest jego trzecim dziełem.

***

Ma pan jakiś wyjątkowy stosunek do picia kawy?

Bardzo wyjątkowy. Zasadniczo piję kawę po turecku i nie jest to dla mnie wydarzenie towarzyskie. Lubię spokój i czytam przy kawie gazety, ich sobotnie dodatki bądź książki. To jest rytuał, raczej przedpołudniowy niż poranny, nie piję kawy, aby się obudzić, ani kiedy nie mam na nią czasu. Kawę należy pić powoli i się nią rozkoszować. Lubię mocną czarną kawę, kupuję ją także za granicą, ostatnio przywiozłem ją z Panamy, Mielę ją w tureckim ręcznym młynku. Moja kawa to napój wielokulturowy.

Kiedy nosi pan dresy?

W domu, od zawsze. Dresy wydają mi się jednym z najwygodniejszych ubrań, nie mówię o szeleszczących, ale tych bawełnianych. To ubranie lubię najbardziej, w nim idę czasem do sklepu albo na spacer. Wydaje mi się nieprawdopodobne, żebym w domu na kanapie miał siedzieć w spodniach. Piszę też w dresach. Nie pozwolę ludziom, którzy przeklęli dresy, aby mi je zabrali. To jest mój bunt, w dresach można obrabować kantor i napisać książkę. Dresów nie oddam!

Co wypełnia pana życie, kiedy nie zajmuje się pan tworzeniem filmu i pisaniem? Jak wietrzy pan sobie głowę?

Głowę najczęściej wietrzę sobie sportem. Rekreacyjnie gram w koszykówkę i piłkę nożną. Dyskusje są na tematy sportowe, towarzystwo i atmosfera są inne, bardziej na luzie. To są inne więzi, które sięgają czasów sprzed mojej kariery artystycznej. To mnie najbardziej odpręża, oczywiście także wszystkie inne formy zabawy, na przykład koncerty, filmy, teatr… Moją wielką pasją są też podróże, ostatnio do Panamy i Kostaryki. Jestem przekonany, że jeśli starasz się zrozumieć świat, musisz wyruszyć i go obejrzeć. Być może powinniśmy stworzyć nową przestrzeń kulturową, której nie będziemy wiązali z regulacjami państwowymi, ale z ludźmi, językiem…

Przekład: Tomasz Łukaszewicz

Źródło: Delo
http://www.delo.si/kultura/knjizevni-listi/goran-vojnovic-trenirke-ne-dam.html

Przeczytaj fragment książki Gorana Vojnovicia Jugosławia, mój kraj

Zdenko Matoz, Delo

Goran Vojnović: Trenirke ne dam!

Nacionalnost v njegovi družini do leta 1991 ni obstajala. Potem pa so ugotovili, da nekje je, in se s tem niso obremenjevali.

Prvenec Čefurji raus! je postal uspešnica in prezračil naše literarno okolje. Sledil je tematsko drugačen filmski prvenec Piran Pirano ter nedavno drugi roman Jugoslavija, moja dežela o mladeniču Vladanu, ki izve, da je njegov oče, nekdanji oficir JLA, vojni zločinec na begu. Izšel je v zbirki Beletrina Študentske založbe, prva naklada je bila takoj razprodana. Na kavi sva se dobila v ljubljanskem Kinodvoru.

Goran Vojnović

fot. Uroš Hočevar/Delo

Zdenko Matoz: Naslov knjižnega prvenca Čefurji raus! se je nekaterim zdel provokativen, prav tako Jugoslavija, moja dežela.

Goran Vojnović: Gotovo to poskušata biti. Naloga naslova je, da pritegne čimveč pozornosti. Poskušal sem biti provokativen in izkazalo se je, da sem bil tudi z drugim naslovom. Bile so ideje v zvezi z Balkanom, pa se mi je zdelo obrabljeno. Zato sem poskusil z Jugoslavijo, za katero se mi zdi, da ima še nekaj tega naboja.

Kakšen je vaš odnos do nekdanje Socialistične federativne republike Jugoslavije?

Nimam pretirano osebnega odnosa. Države Jugoslavije se ne spominjam, ker sem bil premlad. Spominjam se sveta, v katerem smo živeli, in predvidevam, da je to bil nekakšen vakuum, daleč od realnih problemov. Zdaj gledam na to državo z distanco in jo poskušam videti celovito. Od njenih krvavih začetkov do krvavih koncev, vsega, kar je bilo dobrega, kar je mnogim prineslo socialno varnost, skoraj delavsko blaginjo, ki je verjetno nikoli več ne bodo imeli. Večje težave kot z razpadom Jugoslavije imam s tem, da je potem razpadel celoten prostor skupne države, kulturni ali športni prostor. Mogoče bi morali oblikovati nov kulturni prostor, ki ga ne bi povezovali z državno ureditvijo, ampak z ljudmi, jezikom... Upam, da gremo počasi v tej smeri.

Kdaj ste se zavedeli, da je nenadoma postalo pomembno, ali je nekdo Srb, Hrvat, Slovenec?

Zgodilo se mi je podobno kot junaku knjige – tu je nekaj avtobiografskih elementov. Ko se je začela vojna, je to prodrlo tudi do osnovne šole Nove Fužine. Saj ne, da bi se zaradi tega prepirali. Včasih so sicer nastale napetosti, vendar takrat to ni določalo našega življenja. Pedagogi na osnovni šoli so imeli občutek za reševanje takih zapletov. Bili smo pod varnim nadzorom. Nekateri družinski prizori iz preteklosti so začeli dobivati nove pomene. V bistvu se o tem nismo pogovarjali. Prihajam iz mešanega zakona, moja družina je polna mešanih zakonov. Nacionalnost v naši družini do leta 1991 ni obstajala. Potem pa smo ugotovili, da nekje je, in se s tem nismo obremenjevali.

V romanu Jugoslavija, moja dežela glavni junak Vladan išče lastno identiteto in hkrati očeta, ki ga iščejo zaradi vojnih zločinov. Išče odgovore in se hkrati boji, da jih bo našel.

Goran Vojnović, Jugoslavija moja deželaTo je dilema, notranji boj sina, ki najde očeta, in boj nekoga, ki se sooči z vojnim zločincem. Boji se svojih čustev do očeta. Ve, da bi ga moral obsojati, gledati neusmiljeno strogo... Strah, negotovost pred soočenjem, ker ve, kako bi moral reagirati, ni pa povsem prepričan, da tudi bo. Tudi pri največjih zločincih, kot sta Ratko Mladić in Radovan Karadžić, je enako. Več ko veš o njih, prej jih obravnavaš kot ljudi v določenih okoliščinah. Ko izveš, da je šel Mladić na grob svoje hčerke, se moraš prepričevati, da se ti ne sme smiliti. A je težko ne sočustvovati s človekom, ki gre na otrokov grob. S tem se sooča moj junak, kako ohraniti hladen pogled na stvari in ne vpletati čustev.

Zelo ga grize vest, ne glede na to, da z očetovimi zločini nima nič. Koliko je nevarna socializacija krivde na družino, na narod?

Lahko je sicer nevarno, da ljudje živijo pod bremenom in se ga hočejo znebiti. Še bolj nevarno pa se mi zdi, da se pretvarjamo, da nismo krivi, da najdemo tisoč in en razlog, zakaj nismo krivi, in sebe opravičujemo s tem, ko opravičujemo vojne zločince. Vsi prelagajo odgovornost, od tistih, ki so vozili ljudi v vojna taborišča, do tistih, ki so jih tam stražili... Glavni problem je v Srbiji, pa tudi v Bosni in na Hrvaškem, kjer se vsi ukvarjajo s tem, da nihče ni kriv... Okej, priznali bomo, da je Mladić kriv, ampak nihče drug... Relativizacija zločina, zatiskanje oči pred dejstvi, ta ampak... Zločin v Srebrenici je bil, ampak... Tudi mi, ko govorimo o povojnih pobojih, rečemo ampak, pa o sovražnem govoru, izbrisanih... Občutka krivde se morajo zavedati vse generacije, ki so sodelovale.

Ali se s tem ne vleče zastrupljenost po nepotrebnem naprej?

Zastrupljenost se vleče naprej z zanikanjem zločinov. Če sprejmeš, da so zločine delali tvoji znanci, prijatelji, sorodniki, predstavniki tvojega naroda v tvojem imenu, se začne postopek razstrupljanja. To je prava pot.

Tudi tokratni roman je pisan na več jezikovnih ravneh. Bralcem je to prineslo sočnost, prevajalcem gotovo moro.

Mislim, da ne bo šlo za takšen zalogaj kot pri Čefurjih. Poigravam se z dvojezičnostjo, ki pa ni nujna. Zdelo se mi je, da bo večjemu delu bralcev to nekaj dodalo, približalo like, vneslo več humorja in živosti. Tudi če prevajalci tega ne bodo ohranili, se mi zdi, da roman ne bo veliko izgubil.

Ko sva se dogovarjala za intervju, ste dejali, da v bližini montirate. Kaj?

Sodelujem pri seriji izobraževalnih oddaj To bo moj poklic, ki predstavljajo poklice, režiser se mora povsem podrediti konceptu in stalno razmišljati, kako predstaviti določeno vsebino mladini, ki ji je oddaja namenjena. To je projekt ministrstva za delo in podprt z evropskim denarjem. Spoznavam številne zapostavljene poklice, neverjetno, koliko je ponekod še prostih delovnih mest.

Izmenično javnosti ponudite knjigo, film, pa knjigo, je spet na vrsti film?

Še vedno nameravam po knjigi Čefurji raus! posneti film.

Torej film Čefurji raus?

Upajmo, ni pa še vse potrjeno. Finančne razmere pri nas niso rožnate, verjetno bo treba denar poiskati tudi v tujini. Kjer pa prav tako ni idealno, še posebno v državah, ki so najbolj logične partnerice pri financiranju tega filma.

Če se ne motim, se imate predvsem za filmarja, režiserja in ste pisatelj postali po pomoti.

Po izobrazbi sem režiser in delujem pri filmu od 19. leta, pisanja literature sem se lotil pri 26 letih. Je pa res, da me ljudje večinoma dojemajo kot pisca, tudi zaradi kolumen v časopisih. Roman Čefurji raus! je bil več¬ja uspešnica kot film Piran Pirano. Sam sebe pa poskušam dojemati kot nič od tega... Sicer sem kaj kmalu ugotovil, da se mora pri nas človek ukvarjati z več stvarmi, da lahko preživi, biti multipraktik.

Oboje je pripovedovanje zgodb, le pri knjigi je ekipa občutno manjša in produkcija cenejša.

Predvsem je pri pisanju knjige večja svoboda. Sam se odločiš, kaj boš pisal, kdaj, kako, v kakšnem obsegu. Koliko statistov bo v knjigi, kakšne bodo lokacije. Film pa je avantura, je skupno delo več ljudi, vzpostavi se veliko odnosov.

Knjižni prvenec ste verjetno pisali brez zadržkov, pritiskov in pričakovanj. Po uspehu in prvem filmu so pričakovanja gotovo večja. Ali te pritiske čutite pri ustvarjanju?

Niti ne, a se jih nekako zavedam. Filmski prvenec sem dojemal, kakor da bi bila to moja druga knjiga, drugo delo, tako so ga pričakali tudi drugi. Govorili so o novem delu avtorja knjige Čefurji raus!. Menim, da je film doživel sindrom druge knjige. Nobena napaka se ni odpustila, kar se zgodi pri prvencu. Pri knjigi Jugoslavija, moja dežela pa nisem čutil nobenega pritiska in občinstvo jo je vzelo kot moj tretji izdelek. Gotovo bodo kritični, če jih ne bo zadovoljila. Večinoma so jo doslej sprejeli pozitivno. Je pa nemogoče ponoviti uspeh knjige Čefurji raus!, ki je bil fenomen. Goran Vojnović ima na svetlem drugo knjigo, ki je njegovo tretje delo.

***

Imate kakšen poseben odnos do pitja kave?

Zelo posebnega. Načeloma pijem turško in to zame ni družabni dogodek. Rad imam mir in ob kavi prebiram časopise, njihove sobotne priloge ali knjige. To je obred, bolj dopoldanski kot jutranji, ne pijem kave, da bi me zbudila, in tudi ne, če nimam časa zanjo. Kavo je treba piti počasi in z užitkom. Rad imam močno črno kavo, kupujem jo tudi v tujini, nazadnje sem jo prinesel iz Paname, in jo meljem v turškem ročnem mlinčku. Moja kava je multikulti pijača.

Kdaj nosite trenirko?

Doma, že od nekdaj. Trenirka se mi zdi eno najbolj udobnih oblačil, ne govorim o šumečih, temveč bombažnih. V tem oblačilu sem najraje, v njem grem včasih do trgovine ali na rekreacijo. Zdi se mi neverjetno, da bi moral biti doma na kavču v hlačah. Tudi pišem v trenirki. Ne dovolim ljudem, ki so zlorabili trenirko, da mi jo odvzamejo. To je moj upor, v trenirki se da oropati menjalnico in napisati roman. Trenirke ne dam!!!

Kaj zapolnjuje vaše življenje, ko se ne ukvarjate z nastajanjem filma in pisanjem? Kako si prezračite glavo?

Glavo si največ zračim s športom. Rekreativno igram košarko in nogomet. Razprave so bolj športne, družba in okolje sta drugačna, bolj zajebantska. Tu so drugačne vezi, ki segajo v čas pred mojo umetniško kariero. To me najbolj sprošča, in pa seveda vse druge oblike zabave, kot so koncerti, filmi, gledališče... Moja velika strast so tudi potovanja, nazadnje v Panamo in Kostariko. Prepričan sem, da če poskušaš razumeti svet, ga moraš iti pogledat. Mogoče bi morali oblikovati nov kulturni prostor, ki ga ne bi povezovali z državno ureditvijo, ampak z ljudmi, jezikom ...

Vir: Delo
http://www.delo.si/kultura/knjizevni-listi/goran-vojnovic-trenirke-ne-dam.html

Preberi fragment knjige Gorana Vojnovića Jugoslavija, moja dežela