Tomasz Łukaszewicz, Kamil Troka

Wywiad z Jagną Pogačnik, chorwacką tłumaczką i krytykiem literackim

Przed rokiem rozmawialiśmy w Zagrzebiu z Jagną Pogačnik, która w małej kawiarni przy Wydziale Filologicznym zagrzebskiego Uniwersytetu opowiadała nam o tłumaczeniu książek Aleša Čara, współpracy między słoweńskimi i chorwackimi pisarzami oraz o sytuacji na chorwackim rynku literackim.

Jest Pani tłumaczem literatury słoweńskiej. Jak jest odbierana słoweńska literatura w Chorwacji?

Myślę, że związki pomiędzy słoweńską i chorwacką literaturą funkcjonują bardzo dobrze, dotyczy to szczególnie młodego pokolenia. Istnieje nie tylko współpraca, ale także przyjaźń pomiędzy młodszą ekipą chorwackich i słoweńskich pisarzy, przede wszystkim tych, którzy są związani z Beletriną, jak na przykład Aleš Čar czy Mitja Čander. Myślę, że szczególnie Mitja Čander ma wiele energii i chęci, które są nieocenione dla słoweńskiej literatury, aby promować swoich pisarzy w Chorwacji. Ja tłumaczę współczesną, tzw. młodą słoweńską prozę na język chorwacki. To, co jest szczególnie ważne, to fakt, że słoweńskie Ministerstwo Kultury wspiera zagranicznych tłumaczy i ja każdego roku składam wniosek o dofinansowanie i dostaję wsparcie finansowe przy tłumaczeniu. Łatwiej znaleźć wydawcę słoweńskiej książki, kiedy się powie: „Ja mam wsparcie finansowe na tłumaczenie, wy to wydacie”. Słoweńcy maja Fundację Trubara, która finansuje drukowanie książek, może nie w gigantycznych kwotach, ale w zadowalających. Trzeba zaznaczyć, że chorwackie Ministerstwo czegoś podobnego nie umożliwiało, co oznacza, że słoweńskie przekłady były w Chorwacji publikowane bez ich pomocy. Zmieniło się to dopiero rok czy dwa lata temu. A poza tym nie zauważyłam, żeby w ostatnim czasie w Słowenii nie ukazało się jakieś tłumaczenie wielkiego chorwackiego hitu, np. Miljenko Jergović jest w większości przetłumaczony na słoweński, tak jak Ante Tomić czy Zoran Ferić. Jeżeli chodzi o tłumaczenia ze słoweńskiego na chorwacki, w ciągu ostatnich lat wybrałam tytuły, na tłumaczenie których mogłabym ubiegać się o stypendium. My, Chorwaci i Słoweńcy, jesteśmy takim małym kulturalno-literackim centrum, dobrze znamy niektóre wydawnictwa z którymi współpracujemy, np. Fraktura i Meandar, którym zarządza Branko Čegić. On jako pierwszy w latach osiemdziesiątych otworzył swoje wydawnictwo na słoweńskie tytuły, w szczególności na poezję, gdyż jego wydawnictwo kładzie duży nacisk na wydawanie poezji.

Jeżeli chodzi o tłumaczy z języka słoweńskiego na chorwacki, myślę, że w ostatnim czasie jest ich dość wielu. I wydaje mi się, że obecnie jest ich więcej od poezji. Tłumaczeniem prozy zajmuję się ja i Mirjana Hičimović, która tłumaczyła Drago Jančara – przetłumaczyła prawie wszystkie jego powieści na chorwacki. Myślę, że odnalazłam się w przestrzeni współczesnej prozy słoweńskiej. Te związki – na poziomie przyjaźni i współpracy – widać nie tylko w konkretnej liczbie przekładów. Priorytetami w jednym i drugim przypadku są tytuły z angielskojęzycznych obszarów.

Myślę, że naprawdę musimy cenić to, co się teraz dzieje. Wiemy, że reprezentacje słoweńskich i chorwackich młodych pisarzy grały wiele razy w piłkę nożną. Organizujemy różne spotkania ze słoweńskimi pisarzami, często zapraszamy ich na różne wydarzenia literackie, jak np. „Goranovo proljeće” (w tym roku gośćmi byli słoweńscy poeci). Na ostatnim „Interliberu”, czyli największych chorwackich targach, które odbywają się w listopadzie, Słowenia była krajem partnerskim. Wtedy zaprezentowało się dwudziestu słoweńskich pisarzy, była wspólna debata pod tytułem: „Czy literatura ma jeszcze jakiś sens?” Ja to koordynowałam i prowadziłam, współpracowali słoweńscy i chorwaccy koledzy. Myślę, że ważne dla współpracy naszych krajów są prywatne kontakty. Dlatego my wszyscy – moje i starsze pokolenie, mamy swoje związki, przyjaciół, ulubionych pisarzy itd. W ten sposób to funkcjonuje. Ja piszę dla słoweńskiej gazety Dnevnik, jedną małą kolumnę, raz w miesiącu (Aleš Čar jest tam redaktorem kultury). Ciekawe jest to, że ich raz w miesiącu interesuje, co się u nas dzieje – pewien comiesięczny przegląd tego, co się dzieje w literackim życiu w Chorwacji. W Chorwacji takie zainteresowanie jest mniejsze (nie dotyczy to wydarzeń politycznych). Mało prawdopodobne jest, aby w jakimś chorwackim dzienniku pojawiła się kolumna o tym, co teraz dzieje się w kulturze w Lublanie. Myślę, że Słoweńcy są trochę bardziej zainteresowaną stroną.

Przetłumaczyła Pani niektóre książki Aleša Čara. Czy ciężko oddać jego styl w innym języku? Czy jego książki są popularne w Chorwacji?

Jeżeli mówimy o ogólnej kategorii popularności, nie mogę powiedzieć, że książki Aleša Čara są bestsellerami i że były pierwsze na listach najchętniej kupowanych książek, gdyż wiem, prawdopodobnie u was jest podobnie, jakie książki trafiają na takie listy. Dwie książki Aleša Čara są przetłumaczone na chorwacki: jego powieść Psie tango i zbiór opowiadań Awaria. Ten zbiór opowiadań jest fantastyczny. Mój redaktor, kiedy go przeczytał, powiedział: „Och, gdyby tak pisali niektórzy chorwaccy pisarze, byłoby świetnie.” Jednak wydaje mi się, że jego książki funkcjonują wewnątrz określonego kręgu ludzi, których interesuje taka literatura. Wraz z Alešem piszę recenzje literackie i dzięki temu chorwacka publiczność poznała go już przy promocji jego pierwszej powieści Psie tango w Zagrzebiu. Wtedy uformowała się niewielka grupa ludzi, którzy go czytają. Nie mogę powiedzieć, że jest on bardzo popularny, ale pewien krąg młodszych chorwackich pisarzy na pewno chętnie przeczyta go w tłumaczeniu. Myślę, że to jest bardzo dobre. W porównaniu do tłumaczenia krótkich opowiadań Awaria, powieść Psie tango tłumaczyło się dużo ciężej. Stylistycznie jest to bardziej skomplikowana powieść niż jego opowiadania Awaria. Zresztą wolę tłumaczyć krótkie opowiadania, to dla mnie trochę łatwiejsze. Przy powieściach zawsze jest tak: Jezu! Przede mną jeszcze 300 stron, co teraz? Aleš Čar jest jednym z moich ulubionych słoweńskich pisarzy. Coś podobnego przytrafiło mi się z książką Andreja Blatnika – przetłumaczyłam na chorwacki jego Prawo żądzy. Można powiedzieć, że to jest wzór książki Aleša Čara. Jestem całkiem zadowolona z przekładu i samego procesu.

Czy słyszała Pani o nowym projekcie Mitiji Čandra Air Beletrina? To strona internetowa, którą tworzy wydawnictwo Beletrina przy współpracy studentów Uniwersytetu w Lublanie.

Nie znam szczegółów – tylko tyle, ile wy mi powiedzieliście, nic więcej nie wiem. Beletrina ma to szczęście, że ma dobre wsparcie ze strony państwa i że mają wystarczającą ilość środków finansowych, aby mogli robić co chcą. W ostatnich latach w naszych wydawnictwach sytuacja jest bardzo zła. W latach 2000-2004 roku dużo lepsza. Wsparcie finansowe dla książek było dobre, skup książek przez Ministerstwo także był dobry i naprawdę wychodziło wiele tytułów i to nie tylko tych, które mogły przetrwać na rynku, ale też tych wartościowych. W ostatnich latach Ministerstwo nie jest w stanie rozpoznać, co trzeba zrobić, zmieniła się też struktura polityczna w ministerstwie itd. – mają inne priorytety. Dzisiaj nie jest priorytetem współczesna urbanistyczna tematyka, tylko coś innego. Wielu chorwackich wydawców chciałoby wydawać dobre książki, ale po prostu nie mają możliwości. W Chorwacji jest bardzo mało księgarń. Redystrybucja książek jest strasznie słaba. Istnieją oczywiście wielcy wydawcy jak np. Profil, jak VBZ, który także w Słowenii ma swój oddział – oni są wielką maszyną, oni mają księgarnie, oni mają wiele wydań i mają to przemieszane – dużo komercyjnych wydań, a jednocześnie np. Profil wydaje chorwacką prozę. Ja teraz umówiłam się na jeden przekład Aleša Debeljaka także dla Profilu, ale mimo wszystko brakuje nam jednej Beletriny...

Jak wygląda dzisiejsza literacka współpraca pomiędzy krajami byłej Jugosławii?

O współpracy Chorwacji i Słowenii już powiedziałam. Myślę, że współpraca między Bośnią i Hercegowiną jest także dobra, a w ostatnim czasie możemy powiedzieć, że współpraca pomiędzy Serbią i Czarnogórą jest w miarę możliwości normalna. Mówię „w miarę możliwości”, gdyż pojawiają się prawne problemy z dystrybucją książek. Na przykład ktoś, kto ma księgarnię przemyca 50 tytułów z Belgradu i je sprzedaje. Niektóre prawne sprawy nie są do końca rozwiązane. Istnieją dwa towarzystwa pisarzy, Towarzystwo Chorwackich Literatów – to jest to stare, tradycyjne towarzystwo – i Towarzystwo Chorwackich Pisarzy, które powstało pięć-sześć lat temu. Jestem członkiem tego Towarzystwa, które tworzy młodsza ekipa. Co roku organizujemy wymianę pisarzy z Macedonią, Bośnią, Czarnogórą, Serbią, Słowenią. Nasi pisarze jeżdżą tam a ich przyjeżdżają tu i spotkania odbywają się w siedzibie Towarzystwa Chorwackich Pisarzy, a ponieważ zazwyczaj goście są powiązani z wydziałem filologicznym, często pojawiają się też na katedrze. Ciekawym przykładem są czasopisma Sarajevske sveske i Sarajevske bilježnice. To są czasopisma-projekty, gdzie współpracują Słoweńcy, Chorwaci, Bośniacy, Serbowie, Czarnogórcy, Macedończycy i Albańczycy i myślę, że to we wspaniały sposób ukazuje to, co w danej chwili dzieje się niezależnych krajach. To są nasze bezpośrednie kontakty. Teraz powstała taka idea, aby krytycy z jednego kraju pisali o książkach z innego kraju. To bardzo ważne, że wzajemnie czytamy swoje książki, rozumiemy się w miarę możliwości. Między nami, Bośnią i Serbią jest inna sytuacja, przede wszystkim z powodu języka. Słoweńcy i Macedończycy to trochę inna sprawa. Chorwat, który nie uczył się słoweńskiego, nie może czytać tak jak Słoweńcy w oryginale i dlatego ważne jest, że mamy coraz więcej tłumaczeń.

Jeśli myślicie o jakichś politycznych konotacjach związanych z wojną, myślę, że teraz – piętnaście-szesnaście lat po wszystkim, na poziomie literatury wszystko jest w porządku. Nie możemy myśleć, że np. Ante Tomicia będzie się dużo czytać w Ameryce. Nie będzie, Ante Tomić, jak każdy pisarz tak zwanej małej literatury jest osadzony w pewnej przestrzeni, gdzie są wspólne referencje, wspólna przeszłość, wspólna pamięć, dlatego uważam, że ta współpraca jest bardzo, bardzo ważna.

Czy istnieją jakieś chorwackie przekłady niektórych polskich książek współczesnych pisarzy?

Nie zajmowałam się tym ani nie śledziłam tego. Istnieje coś takiego, jak Festiwal Europejskiego Krótkiego Opowiadania, który odbywa się co roku. Prowadzi go pewien wspaniały młody pisarz i redaktor, Roman Simić. Każdego roku zaprasza na festiwal – jak on to mówi – europejskie krótkie opowiadanie. Gościem w tym roku była Olga Tokarczuk. Jej książki były przetłumaczone już wcześniej w instytucie wydawniczym Maticy Chorwackiej. Myślę, że przetłumaczone są dwa tytuły. Ukazała się Antologia polskiej krótkiej prozy, której redaktorką jest koleżanka z wydziału Filologicznego z Zagrzebia, Ivana Vidović. Nie mogę powiedzieć, że polska literatura jest obecnie bardzo znana. Myślę, że trzeba dużo zrobić – i wy, slawiści, musicie mieć te kontakty. Musicie być polską Beletriną. Myślę, że zawsze znajdzie się miejsce na coś takiego.

Dziękujemy za rozmowę.

Zagrzeb, maj 2007

Tomasz Łukaszewicz, Kamil Troka

Intervju z Jagno Pogačnik, hrvaško prevajalko in literarno kritičarko

Pred enim letom smo se v Zagrebu pogovarjali z Jagno Pogačnik, ki nam je v mali kavarni ob zagrebški Filozofski fakulteti pripovedovala o prevajanju knjig Aleša Čara, sodelovanju med slovenskimi in hrvaškimi pisatelji ter o situaciji na hrvaškem litereranem tržišču.

Ste prevajalka slovenske književnosti. Kako je slovenska literatura sprejeta na Hrvaškem?

Mislim, da zares stiki med slovensko in hrvaško književnostjo zelo dobro funkcjionirajo, predvsem med mlado generacijo. Obstaja ne samo sodelovanje, temveč tudi prijateljstvo med mlado ekipo hrvaških in slovenskih pisateljev, predvsem teh, ki so povezani z založbo Beletrina, kot naprimer Aleš Čar oz. Mitja Čander. Predvsem Mitja Čander ima veliko energije in željo, ki je ključna za slovensko književnost, da svoje pisatelje promovira na Hrvaškem. Jaz prevajam sodobno oz. tako imenovano mlado slovensko prozo v hrvaščino. Kar je zelo pomembno, je to, da slovensko Ministrstvo kulture daje podporo tujim prevajalcev, tako da se jaz vsako leto prijavim na njihov natečaj in dobim podporo za prevod. Lažje je najti založnika za objavo slovenske knjige, če se mu pove: »Jaz imam podporo za prevod, vi boste pa to objavili.« Slovenci imajo Trubarjevo fundacijo, ki financira tiskanje knjig , mogoče ne enormno, vendar zadovoljujoče. Moramo vedeti, da hrvaško Ministarstvo česa podobnega ni omogočevalo, kar pomeni, da so bili prevodi hrvaške književnosti v Sloveniji objavljani brez njihove pomoči. To se je spremenilo šele pred letom oz. dvema. Vendar v zadnjem času ne opažam, da nebi v Sloveniji objavili prevoda kakšnega večjega hita, recimo Miljenko Jergović je popolno preveden v slovenščino, prav tako kot Ante Tomić ali Zoran Ferić. Kar se tiče prevodov iz slovenščine v hrvaščino, sem zadnja leta izbirala naslova, s katerimi sem lahko dobila štipendijo. Seveda smo Slovenci in Hrvati, nekakšno malo kulturno-književno središče, dobro poznamo tudi založnike, s katerimi sodelujemo, to sta recimo založbi Fraktura in Meandar, katero vodi Branko Čegič. On je prvi, ki je že v osemdesetih odprl svojo založbo za slovenska dela, predvsem za poezijo, saj se njegova založba specializira na izdajanje poezije.

Kar se tiče prevajalcev iz slovenščine v hrvaščino, mislim, da jih je v zadnjem času dovolj in zdi se mi, da jih je trenutno več za poezijo. S prevajanjem proze se ukvarjava jaz in Mirjana Hičimović, ki je prevajala Draga Jančarja in prevedla skoraj vse njegove romane v hrvaščino. Zdi se mi, da sem se jaz znašla v nekakšnem prostoru sodobne slovenske proze. Tisti prijateljski in sodelavski stiki so vidni ne samo konkretno po številu prevodov. Prednost tako v enem kot v drugem prostoru imajo knjige iz angleško-govorečega področja.

Mislim, da je treba ceniti to, kar se zdaj dogaja. Vemo, da sta slovenska in hrvaška reprezentaci mladih pisateljev večkrat igrali nogomet. Organiziramo razna druženja s slovenskimi pisatelji, pogosto jih vabimo na razne književne dogodke, kot na primer na »Goranovo proljeće« (letos so bili gosti slovenski pesniki). Na zadnjem »Interliberu«, oz. na največjem hrvaškem knjižnem sejmu, ki se odvija novembra, je bila Slovenija dežela – partner. Takrat se je predstavila dvajsetorica slovenskih pisateljev, bila je skupna razprava pod naslovom: »Ali ima književnost sploh še smisel?« Jaz sem jo koordinirala in vodila, sodelovali so slovenski in hrvaški kolegi. Mislim, da so za sodelavanje med našima deželama pomembni privatni stiki. Torej mi vsi – moja generacija kot tudi starejša generacija imamo svoje stike, prijateljee, najljubše pisatelje itd. Tako to deluje. Jaz pišem za slovenski Dnevnik, eno malo kolumno, enkrat mesečno (Aleš Čar je tam urednik kulture). Zanimivo je, da jih tam zanima kaj se pri nas dogaja – nekakšen mesečni pregled tega, kar se v književnem življenju dogajala na Hrvaškem. Na Hrvaškem je takšnega zanimanja manj (razen za politične dogodke). Manj verjetno je, da bi v neki hrvaški časopis prišla kolumna o tem, kaj se trenutno dogaja na področju kulture v Ljubljani. Mislim, da so pravkar Slovenci bolj zainteresirana stran.

Prevedli ste nekaj knjig Aleša Čara. A je težko prenesti njegov stil v drug jezik? Ali so njegove knjige popularne na Hrvaškem?

Če govorimo o splošni kategoriji popularnosti, ne morem reči, da so knjige Aleša Čara bestseleri in, da so bile prve na top lestvici, ker vem, verjetno je pri vas podobno, kakšne knjige prihajajo na top lestvice. Prevedeni sta dve knjigi Aleša Čara: njegov roman Pasji tango in zbirka zgodb V okvari. Ta zbirka zgodb je sijajna, npr. moj urednik je, ko je jo prebal, rekel: »Oh, če bi vsaj tako pisali hrvaški pisatelji, bi bilo čudovito.« Vendar se mi zdi, da njegove knjige funkcjonirajo znotraj posebnega kroga ljudi, ki jih taka književnost zanima. Skupaj z Alešem pišem književne kritke in zaradi teh kritik ga je hrvaška publika na promociji njegovega prvega romana Pasji tango v Zagrebu že poznala. Takrat je povstala ne velika skupina ljudi, ki ga radi berejo. Ne morem reči, da je on zelo popularen, razen v določenem krogu hrvaških pisateljev, ki ga radi berejo v prevodu. Mislim, da to je zelo dobro. Kar se tiče prevajanja kratkih zgodb V okvari, je bil prevod romana Pasji tango veliko težji. To je stilsko veliko bolj zapleten roman, kakor njegove zgodbe V okvari. Nasploh rada prevajam kratke zgodbe, ker mi je to nekako lažje. Pri romanih je vedno tako: Jezus! Pred sabo imam še 300 strani, kaj zdaj? Aleš Čar je en mojih najljubših slovenskih pisateljev. Nekaj podobnega se mi je že zgodilo s knjigo Andreja Blatnika – v hrvaščino sem prevedla njegov Zakon želje. To je recimo vzorec knjige Aleša Čara. Vendar sem s prevodom in samim delom zadovoljna.

Ali ste slišali o novem projektu Mitje Čandra Air Beletrina? To je spletna stran, ki jo je pripravljaj založba Beletrina v sodelovanju s študenti iz Filozofske fakultete v Ljubljani.

Tega projekta ne poznam podrobno – le kar ste mi Vi povedali, več ne vem o tem. Beletrina ima to srečo, da ima dobro podporo države in da imajo dovolj finančnih sredstev, da lahko delajo kar želijo. Mislim, da je finančna situacija pri založbah v zadnjih letih zelo slaba. Med letoma 2000 in 2004 je bilo veliko bolje. Podpore za knjige so bile dobre, odkup knjig od ministerstva je bil dober, izdajali so veliko knjig in to ne samo takih, ki se prebijejo na tržišču, temveč tudi takih, ki so res kvalitetne. V zadnjih letih Ministerstvo ne zna prepoznati kaj je treba narediti, spremenila se je tudi politična struktura v Ministrstvu itd. – imajo druge prioritete. Številni hrvaški založniki bi želeli izdajati dobre knjige, vendar enostavno nimajo možnosti. Na Hrvaškem obstaja zelo majhno število knjigotržcev. Redistribucija knjig je strašno slaba. Obstajali so manjši založniki, ki pa so večinoma propadli. Tako da mi je žal, da tu nekjer tu ne moremo na tak način delati. Obstajajo seveda veliki založniki, kot na primer Profil, ali VBZ, ki ima v Sloveniji tudi svojo podružnico in oni zares lahko objavjajo – oni so velik pogon, oni imajo knjigotržce, oni imajo velike objave, ter imajo to pomešano – veliko komercijalnih objav in hkrati npr. Profil objavlja hrvaško prozo. Jaz sem se zdaj dogovorila za prevajanje Aleša Debeljaka, tudi za Profil, vendar nam manjka ena Beletrina...

Kako izgleda današnje sodelovanje med deželami bivše Jugoslavije?

O sodelovanju Hrvaške in Slovenije sem že govorila. Mislim, da je sodelovanje z Bosno in Hercegovino tudi dobro, v zadnjem času pa sodelovanje s Srbijo in Črno Goro, kolikor to je mogoče, normalno. Pravim »kolikor je mogoče«, ker še vedno obstajajo pravni problemi z distribucijo knjig. Ta, ki ima knjigarno npr. pretihotapi okoli 50 različnih knjig iz Beograda in jih tukaj proda. Nekatere pravne stvari še niso do konca rešene. Tukaj obstajata dva društva pisateljev: Društvo hrvaških knjižvnikov, ki je staro, tradicionalno društvo in Hrvaško društvo pisateljev – ki je bilo osnovano pred petimi oz. šestimi letmi. Jaz sem član tega Društva, drugi člani so zares mlada ekipa. Naše društvo ima vsako leto zamenjavo z Makedonijo, Bosno, Črno Goro, Srbijo, Slovenijo – naši pisatelji gredo gostovat k njim, njihovi pa k nam. Gostovanja potekajo v prostoru Društva hrvaških pisateljev in ker so običajno povezani s filozofsko fakulteto, prihajajo pogosto tudi na katedro. Zanimiva primera v vsakem primeru sta reviji Sarajevske sveske in Sarajevske bilježnice. To sta projekt-reviji, kjer sodelujo strokovnjaki Slovenci, Hrvati, Srbi, Črnogorci, Makedonci, Albanci in to je, mislim, odličen pokazatelj tega, kar se v tem trenutku dogaja v samostojnih deželah. Tak je naš medsebojni odnos.. Zdaj je zamisel taka, da kritiki iz ene dežele pišejo o knjigah iz drugih dežel. To je zelo dobro, saj se tako medsebojno beremo, razumemo, kolikor to je mogoče. Med nami, Srbijo in Bosno je drugačna situacija predvsem zaradi jezika. Slovenci in Makedonci so malo drugačni. Hrvat, ki se ni učil slovenščine, ne more brati originala kot Slovenci in zato je pomembno, da imamo čim več prevodov.

Kar se tiče političnih konotacij povezanih z vojno, mislim da danes – petnajst, šesnajst let po vsem, je na nivoju književnosti in kulture vse v redu. Ne moremo upati, da se bo npr. Ante Tomića na veliko bralo v Ameriki. Ne bo, Ante Tomić je kot vsak pisatelj tako imenovane male književnosti vseeno obsojen na določen prostor, kjer obstajajo skupne referecije, skupna preteklost, skupni spomini, tako da mislim, da je takšno sodelovanje zelo, zelo pomembno.

Ali obstajajo prevodi knjig sodobnih poljskih pisateljev v hrvaščino?

Nisem se s tem ukvarjala, niti sledila. Obstaja Festival evropske kratke zgodbe, ki se odvija vsako leto. Vodi ga krasen mladi pisatelj in urednik Roman Simić. Vsako leto povabi na festival – kakor sam pravi – evropsko kratko zgodbo. Letos je bila gostja Olga Tokarczuk. Njene knjige so bile že prej prevedene pri Matici Hrvaške. Mislim, da sta prevedeni dve knjig. Objavljena je Antologija poljske kratke zgodbe, ki jo je uradila kolegica iz Filozofske fakultete iz Zagreba, Ivana Vidović. Ne moren trditi da je zdaj poljska književnost zelo znana. Mislim, da je treba narediti še veliko – in Vi, slavisti, morate vzpostaviti stike. Morate postati poljska Beletrina. Mislim, da še vedno obstaja prostor za kaj takega.

Hvala za pogovor.

Zagreb, maj 2007