Tomasz Łukaszewicz

Wywiad z Robertem Makłowiczem, dziennikarzem, pisarzem, publicystą, krytykiem kulinarnym, podróżnikiem i wielbicielem Słowenii

Skąd u Pana takie zamiłowanie do Słowenii i szerzej, do południowej Słowiańszczyzny?

Urodziłem się w Krakowie, a jak wiadomo, Biali Chorwaci pochodzą z okolic Krakowa. Ci Słowianie, którzy byli mądrzy, pojechali na południe, a ci mniej mądrzy zostali na północy. Rodząc się na północy, zawsze marzyłem o południu, bo lubię ciepło, a trudno o przyjemniejsze miejsce niż Słowiańszczyzna południowa. Słowenia jest dla mnie kwintesencją Środkowej Europy. Jest w niej wszystko, co w Środkowej Europie kocham, czyli krajobrazy całkowicie madziarskie, płaska puszta, pusta mówiąc poprawnie po węgiersku, wspaniałe góry, krajobrazy alpejskie, Śródziemnomorze. To jest właśnie wszystko to, co kocha Claudio Magris, a za nim ja.

Określił Pan Słowenię mianem esencji Europy Środkowej. Podkreślił Pan złożoność kultury w Słowenii, także złożoność w kuchni. Czy w tej mieszance nie kryje się niebezpieczeństwo utraty własnej tożsamości?

Wręcz przeciwnie, ta mieszanka składa się na nową jakość. Przecież kuchnia w zasadzie każdego kraju, chyba, że jest on izolowaną wyspą, jest jakąś mieszanką. Kuchnia polska jest mieszanką kuchni wschodniej, rusińskiej czyli ukraińskiej, niemieckiej, węgierskiej, austriackiej, a mimo wszystko jest jakąś spójną całością. Tak samo jest z kuchnią słoweńską. Właśnie ta różnorodność tworzy spójną całość i jest niezwykle wspaniała.

Zaznaczył Pan, że Słowenię niesłusznie określa się mianem kraju bałkańskiego. Ale przecież to właśnie w kuchni widać najbardziej te związki z Bałkanami, bo spacerując po Lublanie, na każdym kroku można zjeść burek, pleskawicę czy ćevapčići.

To prawda, ale są to, nie zapominajmy, rzeczy typu fast-foodowego. Gdybyśmy na podstawie takich obserwacji chcieli sądzić, gdzie dany kraj leży, to Polska leżałaby gdzieś koło Ankary, bo przecież na każdym kroku sprzedają kebab. To są oczywiście zaszłości tego, że Słowenia należała do Jugosławii, ale tym tropem można pójść dalej, bo burek też nie jest bałkański, lecz turecki. Ale to jest fast-food. Kto sobie sam w domu robi burek, ćevapčići albo pleskawicę? Raczej jada się tam inne rzeczy.

Co Pan myśli o promowaniu Słowenii w Polsce poprzez takie imprezy, jak ta, w której teraz uczestniczymy? Czy myśli Pan, że jest szansa na to, że Polacy zaczną odróżniać Słowenię od Słowacji?

Myślę, że to się stanie, właściwie to już się dzieje – Polacy jak opętani, przynajmniej ci z południa kraju, nie wiem, jak to jest tutaj w Gdańsku, zaczęli podróżować w tamte rejony. Na południu jak się pytam kogoś, gdzie był lub gdzie jedzie, to najczęściej odpowiada, że był w Dalmacji albo tam się właśnie wybiera. A siłą rzeczy, jadąc nad Adriatyk, przejeżdża się przez Słowenię. Zatem dobrze by było, gdyby Polacy nie zatrzymywali się tam tylko w Postojnej, ale odwiedzali inne miejsca i zostawali dłużej. I tak się powoli dzieje. A takie imprezy jak ta są wspaniałe, bo ludziom, którzy nic nie wiedzą o tym małym, aczkolwiek bardzo bliskim nam kraju, dają przynajmniej jakąś wędkę, żeby sobie mogli haczyk zarzucić, czegoś więcej się dowiedzieć.

Gdy pytałem mieszkańców krajów należących niegdyś do Jugosławii, jak postrzegają Polaków, często spotykałem się z opinią, że Polacy to sympatyczni ludzie, którzy od zawsze podróżują w tamte rejony, jednak bardzo często z własnymi konserwami i innym prowiantem. Jak to wygląda dzisiaj? Czy Polacy zrozumieli, że turystyka i poznawanie nowych kultur wiąże się także z kosztowaniem lokalnej kuchni?

To się bardzo zmieniło ostatnimi laty. Polacy przywozili swój prowiant nie dlatego, iż uważali, że konserwa turystyczna jest najlepszą konserwą na świecie, tylko z powodów ekonomicznych. Byliśmy au mass biedni. To się niezwykle zmienia, Polacy stają się coraz bardziej zamożni, zatem coraz więcej podróżują, a podróżując chcą uczyć się innych kultur. Są raczej inne nacje, na przykład Włosi czy Francuzi, którzy jeżdżąc po świecie domagają się restauracji włoskich czy francuskich. Natomiast my zanurzamy się w tej lokalnej kulturze. Widać to także po restauracjach etnicznych z całego świata, które się u nas otwierają, a to oznacza, że Polacy chcą z nich korzystać.

Dziękuję bardzo za rozmowę

Gdańsk, grudzień 2007

Tomasz Łukaszewicz

Intervju z Robertom Maklowiczom, novinarjem, pisateljem, publicistom, kulinaričnim kritikom, popotnikom in ljubiteljem Slovenije

Od kod pri Vas tako zanimanje za Slovenijo in za celotno južnoslovansko območje?

Rodil sem se v Krakovu. Znano je, da Beli Hrvati prihajajo iz okolice Krakova. Tisti Slovani, ki so bili modri, so odpotovali na jug, tisti manj modri pa so ostali na severu. Ker sem se rodil na severu, vedno sanjam o jugu, saj imam rad toploto in težko je najti bolj prijetne kraje, kot južnoslovanske dežele. Slovenija je zame esenca Srednje Evrope. Ima vse, kar v Srednji Evropi ljubim: ravninsko pokrajino kakor na Madžarskem, odlične hribe, alpske pejsaže ter sredozemsko podnebje. To vse pa je prav to, kar ljubi Claudio Magris, po njemu pa tudi jaz.

Definirali ste Slovenijo kot esenco Srednje Evrope. Povdarili ste zloženost slovenske kulture, tudi zloženost v kuhinji, ki izhaja iz prepletanja z drugimi kulturami in kuhinjami. Ali se v tem prepletanju ne skriva nevarnost izgubljanja lastne identitete?

Ravno obratno, s prepletanjem nastajajo nove kvalitete. Saj je v osnovi kuhinja vsake dežele, razen če je to popolnoma izoliran otok, neke vrste mešanica. Celo Islandija je mešanica sosednjih vplivov. Poljska kuhinja je mešanica vzhodne kuhinje, rusinske, ukrajinske, nemške, madžarske, avstrijske, pa je kljub temu neka povezana celota. Enako je s slovensko kuhinjo. Pravzaprav ta zloženost ustvarja povezano celoto in je izredno odlična.

Pripomnili ste, da se Slovenijo pogosto nepravično označuje kot balkansko deželo. Ampak saj vendar v kuhinji najbolj opazimo povezave z Balkanom: ko se sprehajamo po Ljubljani, na vsakem koraku lahko pojemo burek, pleskavico ali čevapčiče.

Res je, ampak ne smemo pozabiti, da to so jedi iz hitre prehrane. Če bi na temelju takšnega opazovanja sodili, kje leži kakšna dežela, bi Poljska ležala nekje ob Ankari, saj na vsakem koraku prodajajo kebab. To so seveda ostanki tega, da je Slovenija pripadala Jugoslaviji, vendar gremo lahko po teh sledeh naprej, ker burek tudi ni balkanski, ampak turški. Vendar je to hitra prehrana. Kdo si doma sam skuha oz. speče burek, čevapčiče ali pleskavico? Doma se jedo drugačne jedi.

Kaj mislite o promociji Slovenije na Poljskem s pomočjo takšnih dogodkov, kot je ta, pri katerem sedaj sodelujemo? Ali mislite, da obstaja kakšna možnost, da bodo Poljaki začeli razlikovati Slovenijo in Slovaško?

Mislim, da se bo to zgodilo, v bistvu se že dogaja – Poljaki so kot nori začeli, vsaj tisti iz juga dežele, ne vem kako je tukaj v Gdansku, potovati v te kraje. Na jugu, če koga vprašam, kam potuje ali kje je bil, najpogosteje odgovarja, da je bil v Dalmaciji ali da se prav zdaj tja odpravlja. Pa se je nujno, ko se potuje na Jadransko morje, treba ustaviti v Sloveniji. Vendar bi bilo dobro, da se Poljaki ne bi ustavljali tam samo v Postojni, ampak bi obiskali tudi druga slovenska mesta in se tam zadržavali več časa. To se počasi tudi dogaja. Takšni dogodki pa so odlični, saj ljudem, ki nič ne vedo o tej majhni, vendar nam zelo blizki deželi, ponujajo vsaj v prenesenem pomenu neke vrste ribiško palico, da lahko vržejo trnek in spoznajo kaj novega.

Ko sem spraševal prebivalce držav, ki so pripadale bivši Jugoslaviji, kakšni se jim zdijo Poljaki, sem pogosto naletel na mnenje, da so Poljaki prijetni ljudje, ki od nekdaj prihajajo v te kraje, vendar zelo pogosto z lastmi konzervami in drugmi popotnicami. Kako to zgleda danes? Ali so Poljaki ugotovili, da sta turizem in odkrivanje drugih kultur povezana tudi s pokušanjem lokalne kuhinje?

To se je v zadnjem času zelo spremenilo. Poljaki so prinašali lastne popotnice ne zaradi tega, ker mislijo, da je mesna konzerva najboljša na svetu, vendar izključno zaradi ekonomskih razlogov. Bili smo au mass revni. To se izredno spremenja, saj Poljaki postajajo premožnejši in tako pogosteje potujejo, ko pa potujejo, hočejo spoznavati nove kulture. Večkrat so drugi narodi, kot na primer Italijani ali Francozi, tisti, ki na svojih svetovnih popotovanjih iščejo italijanske oz. francoske restavracije. To je razvidno tudi po množici etničnih restavracij, ki se v današnjih časih pri nas odpirajo in to signalizira, da jih Poljaki radi obiskujejo.

Hvala za pogovor.

Gdansk, december 2007