Ewa Ziewiec, Tomasz Łukaszewicz

Wywiad z Marko Dolžanem, dyrektorem towarzystwa Sensilab w Polsce, przewodniczącym Stowarzyszenia Triglav-Rysy

Jak długo mieszka pan w Polsce?
Od roku 1991. Przeprowadziliśmy się z żoną i dwójką dzieci zaraz po wojnie dziesięciodniowej, która trwała wtedy w Słowenii. Byłem tu już przed wojną - w styczniu 1991 roku rozpocząłem pracę. Później zdecydowaliśmy się, że cała rodzina przeprowadzi się razem ze mną. Wszystko było już zaplanowane i wtedy doszło do rozpadu Jugosławii. Tak więc znaleźliśmy się w ciekawej sytuacji: podczas wojny przygotowywaliśmy się w Lublanie do przeprowadzki i zaraz po wojnie przyjechaliśmy tutaj. Do roku 1997 byliśmy tutaj wszyscy czworo, czyli moja żona, dwoje dzieci i ja. Wtedy córka wróciła do Lublany, aby tam kontynuować naukę. A syn skończył liceum i SGH tutaj. Teraz ma tu żonę i dwoje dzieci z podwójnym obywatelstwem. Pracuje również w naszej firmie.

Czy w Polsce mieszkał pan tylko w Warszawie?
Nie. W swoim życiu przeprowadzałem się dwanaście lub trzynaście razy. Kilka razy w Lublanie, potem w Warszawie trzy, a później przeprowadziłem się do Łodzi, gdzie mieszkałem trzy lata. Tam Lek przejął jedną firmę i zbudował wielką fabrykę. Obecnie od roku 2005 jestem znów w Warszawie.

Był pan w Gdańsku?
Byłem co najmniej dwadzieścia razy. Zapewne widziałem więcej Polski niż wy dwoje... Po pierwsze dlatego, że jestem starszy, a po drugie dlatego, że najpierw służbowo odwiedzałem partnerów biznesowych, a później jako turysta zwiedziałem wszystkie zakątki od południowo-wschodniej do północno-zachodniej granicy Polski. Tatry, Mazury, pojezierza, morze, Kanał Elbląski - Polska jest piękna... Najbardziej w Polsce tęsknię za górami, ponieważ Słowenia ma wspaniałe góry. Wiele razy jeździłem w polskie góry. Do Tatr mam około 500 km, ale w Zakopanem byłem co najmniej 50 razy.

W jaki sposób rozpoczęła się działalność Stowarzyszenia Triglav-Rysy? Kiedy pojawiła się myśl o założeniu takiej organizacji?
Kiedy przyjechałem do Polski w roku 1991, Słoweńców było tu około 15-20 i nie było jeszcze ambasady. Wszyscy, którzy byliśmy wtedy w Warszawie, wciąż jeszcze spotykamy się raz w roku, mimo że teraz już wszyscy oprócz mnie mieszkają w Słowenii. To już był pewien rodzaj towarzystwa. Później chcieliśmy to sformalizować, więc zorganizowaliśmy się jako Towarzystwo Przyjaźni Słowenii i Polski. To towarzystwo powstało w roku 94-95 i jakoś z trudem się utrzymywało, przez co większości członków nie podobała się jego działalność. Wtedy pojawiła się Agnieszka Będkowska [opiekunka Koła Naukowego Slawistów na ATH, językoznawca i tłumaczka] i przeniosła towarzystwo na Śląsk.
My zaś chcieliśmy to jakoś odnowić i nawiązaliśmy kontakt z urzędem Słowenii do spraw Słoweńców za granicą. Konsul honorowy Barański był w tym czasie bardzo aktywny i za jego radą założyliśmy Stowarzyszenie Słoweńców i Polaków w Polsce. Oznacza to, że członkami nie są wyłącznie Słoweńcy, ale również Polacy. W naszym statucie jest zapisane, że członkami mogą być również inni obywatele Unii Europejskiej. Prawo pozwala na zakładanie stowarzyszeń tylko pod warunkiem, że większość członków jest na stałe zameldowana w Polsce. Tak więc głównie jest przeznaczone dla Polaków. Stowarzyszenie skupia obecnie ponad trzydzieścioro członków. To jest oczywiście dopiero początek.

Jak działa Stowarzyszenie, czym się zajmuje?
Teraz na przykład zawarliśmy z Adrią taką umowę, dzięki której mamy zniżkę na bilety lotnicze. Zarejestrowaliśmy się w spisie słoweńskiego urzędu do spraw Słoweńców za granicą i otrzymaliśmy 2000 euro, z czego 1000 euro przeznaczyliśmy na konferencję na Uniwersytecie Warszawskim, a 1000 na piknik w Pszczynie. W programie złożonym w urzędzie napisaliśmy między innymi, że będziemy współpracować również z Czarem Słowenii. Stowarzyszenie jest właściwie obecnie kontynuacją tego, co robiliśmy wcześniej na stopie przyjacielskiej. Jako członkowie towarzystwa mamy między sobą dobry kontakt i każdemu nowemu Słoweńcowi, który tu przyjechał oraz każdemu Polakowi, których wyjechał do Słowenii, służymy pomocą. Kiedy zmienia się środowisko dobrze jest mieć kogoś, kto może pomóc, np. w nauce języka. Mamy ciekawe ambicje, dlatego też nadaliśmy sobie taką nazwę: Triglav - Rysy: dążymy ku szczytom.

Jak wygląda współpraca Stowarzyszenia z innymi polskimi i słoweńskimi towarzystwami?
Na razie nie ma tego wiele. Z wami jako pierwszymi rozpoczęliśmy współpracę. Mamy w statucie, że współpracujemy z towarzystwami, przedstawicielstwami dyplomatycznymi, z samorządami. Ale minęło dopiero pół roku od kiedy Stowarzyszenie powstało. Każdy z członków ma też wiele obowiązków w pracy. Zawsze jest za mało czasu, każdy ma jeszcze rodzinę... Do takiej inicjatywy potrzebna jest osoba, która ma dużo chęci i jest gotowa poświęcić temu trochę czasu.

Był pan dyrektorem Lek Polska. Czym zajmuje się pan obecnie?
Pracowałem 16 lat w Polsce jako przedstawiciel Leku, osiągnąłem fantastyczne rezultaty, ale pod koniec roku 2005 nie mogliśmy się już porozumieć. Dlatego poszedłem swoją drogą. Obecnie mam firmę, która zajmuje się suplementami diety; nazywa się Sensilab. W naszym logo jest motyl. Tak jak wcześniej jako Lek leczyłem ludzi lekarstwami, obecnie właściwie zapobiegamy, aby ludzie zachorowali. Ta popularność suplementów diety wzrasta, chociaż są one w Polsce w porównaniu z innymi rynkami wciąż jeszcze na niższym poziomie.

Czy to jest polsko-słoweńska firma?
Firma jest polska, ale udziałowcami jest troje Słoweńców i jeden Polak.

Czy przewodnictwo Słowenii w Unii Europejskiej wpływa na działalność Stowarzyszenia?
Stowarzyszenie jest jeszcze w początkowej fazie działalności i ma względnie mało kontaktów, ale sam fakt, że Słowenia przewodniczy teraz Unii, bardzo pomaga w promocji. Lepiej nas znają, każdy wie coś o Słowenii. Kiedy w roku 1991 przyjechałem do Polski, Polacy nie znali Słowenii. Mylili ją ze Słowacją albo Slawonią. Teraz jest już coraz lepiej, chociaż wciąż Słowenia jest dość nieznana poza Europą. Jednak przewodnictwo bardzo pomaga, chociaż u niektórych budzi trochę zawiści, że tak młode, małe państwo ma taką odpowiedzialność. Ale na samą działalność naszego Stowarzyszenia to nie ma wpływu. Chociaż możliwe, że urząd do spraw Słoweńców za granicą zdecydował się, że część środków przeznaczy dla nas na aktywności przy pikniku w Pszczynie dlatego, że napisaliśmy w podaniu, że to będzie taka duża impreza na koniec przewodnictwa w Unii. Wątpię, żeby jakiś inny kraj miał taką imprezę jak my w Pszczynie. To fakt, że nam to pomogło, chociaż prosiliśmy o więcej środków. Nasze Stowarzyszenie jest non-profit. Płacimy składkę 100 zł na 10 miesięcy i wszystkie te środki przeznaczane są wyłącznie na cele statutowe. Chętnie zaprosilibyśmy jakiegoś działacza kulturowego, zorganizowali jakąś wystawę... Te możliwości są ogromne, ale wszystko zależy od funduszy. Gdybyśmy np. mieli milion euro, urządzilibyśmy słoweński dom...

Czy Stowarzyszenie otrzymuje wiele ofert współpracy lub prośby o wsparcie? Na przykład od uniwersytetów?
Więcej jest próśb o dofinansowanie.

Dziękujemy serdecznie za Pański czas i życzymy sukcesów w pracy.
Dziękuję.

Warszawa, marzec 2008

Ewa Ziewiec, Tomasz Łukaszewicz

Intervju z Markom Dolžanom, predsednikom družbe Sensilab na Poljskem, predsednikom Društva Triglav-Rysy

Kako dolgo ste že na Poljskem?
Od leta 1991. Z ženo in dvema otrokoma smo se preselili takoj po tisti desetdnevni vojni, ki je bila takrat v Sloveniji. Že pred vojno sem bil tu, in sicer od januarja 1991 – takrat sem začel že delati. Potem smo se odločili, da se bo celotna družina preselila z menoj. Vse je bilo že splanirano in nato je prišlo do razpada Jugoslavije. Tako, da smo se znašli v zelo zanimivi situaciji: med vojno smo se pravzaprav v Ljubljani pripravljali za selitev in takoj po vojni prišli sem. Do leta 1997 smo bili vsi štirje, se pravi moja žena, dva otroka in jaz. Hči se je takrat vrnila in je nadaljevala študij v Ljubljani. Sin pa je končal gimnazijo, licej in SGH tu. Zdaj je tukaj poročen, ima že dva otroka z dvojnim državljanstvom in dela tudi v naši firmi.

Ali ste na Poljskem živeli le v Varšavi?
Ne, v svojem življenju sem se dvanajstkrat ali trinajstkrat selil. Nekajkrat v Ljubljani, potem pa v Varšavi trikrat, potem sem se preselil v Lodž in tam živel tri leta. Tam je Lek prevzel neko firmo in smo zgradili veliko tovarno. Zdaj od leta 2005 sem že spet v Varšavi.

Ali ste bili v Gdansku?
Bil sem gotovo dvajsetkrat v Gdansku. Po moje sem videl več Poljske kot vidva skupaj... Prvič zaradi tega, ker sem starejši, drugič pa zaradi tega, ker sem na začetku službeno hodil obiskovat partnerje in tudi kot turist sem obiskal vse kotičke od meje na jugo-vzhodu do meje na severo-zahodu. Tatry, Mazury, Pojezierza, morje, Kanał Elbląski - Polska jest piękna... Najbolj pa na Poljskem pogrešam gore, saj ima Slovenija čudovite gore. V poljske hribe sem veliko hodil. Do Tater je okoli 500 km, ampak v Zakopanem sem bil gotovo petdesetkrat.

Kako je začelo delovati Društvo Triglav-Rysy? Kdaj se je pojavila zamisel o ustanovitvi takšnega društva?
Ko sem prišel na Poljsko leta 1991, je tu bilo okoli 15-20 Slovencev in še ni bilo veleposlaništva. Vsi Slovenci, ki smo takrat živeli v Varšavi, se še do danes srečujemo enkrat na leto, čeprav so zdaj že vsi razen mene v Sloveniji. To je bilo neke vrste druženje. Potem pa smo hoteli to sformalizirati in smo se zorganizirali v Društvo prijateljstva Slovenije in Poljske. To društvo je nastalo leta 1994-95, in je životarilo, tako da večini ni bilo všeč njegovo delovanje. Potem pa je prišla Agnieszka Będkowska-Kopczyk [mentorica Slavističnega znanstvenega krožka na ATH, jezikoslovka in prevajalka] in je društvo prenesla v Šlezijo.
Mi smo želeli druženje oz. društvo nekako oživiti in smo se povezali z Uradom Republike Slovenije za zamejce. Častni konzul Mieczysław Barański iz Myslowic pa je bil ta čas zelo aktiven, in po njegovem nasvetu smo ustanovili Društvo Slovencev in Poljakov na Poljskem. To pomeni, da niso člani samo Slovenci, ampak tudi Poljaki. V statutu je zapisano, da so člani lahko tudi drugi državljani Evropske Unije. Zakon dovoljuje samo ustanavljanje društev v primeru, ko ima večina članov stalno prebivališče na Poljskem. Tako je v glavnem namenjeno Poljakom. V tem društvu nas je trenutno nekaj čez trideset. To je seveda šele začetek.

Kako deluje Društvo, s čim se ukvarja?
Na primer: z Adrio smo sklenili tak dogovor, da imamo popust na letalske karte. Prijavili smo se na razpis Slovenskega urada za Slovence v tujini, kateri nam je odobril 2000 evrov in od tega 1000 evrov zdaj namenjamo za konferenco na Univerzi v Varšavi, 1000 evrov pa bomo namenili pikniku v Pszczyni. Med drugim smo tudi v tem programu za Urad napisali, da bomo sodelovali z Čarom Slovenije. Društvo je v bistvu zdaj formalno nadaljevanje tistega, kar smo prej delali samo na neki prijateljski ali pa kolegialni osnovi. Člani se še naprej družimo in vsakemu novemu, ki prihaja na Poljsko ali pa Poljaku, ki je odšel v Slovenijo, smo pripravljeni pomagati. Ko se zamenja okolje je dobro imeti nekoga, ki ti pomaga, npr. se naučiti jezik. Imamo zanimive ambicije, zato smo si tudi dali tako ime: Triglav - Rysy: dążymy ku szczytom.

Kako pri Vas poteka sodelovanje s poljskimi in slovenskimi društvi?
Zaenkrat tega še ni veliko. Z vami na primer smo se prvič dogovorili za sodelovanje. Imamo to v statutu, da sodelujemo z društvi, z diplomatskimi predstavništvi, s samoupravami. Vendar je minilo šele pol leta od našega nastanka. Člani imamo hkrati veliko obveznosti v poslu. Vedno je premalo časa, potem še družine... Za tako iniciativo mora biti nekdo taki, ki ima veliko volje in je pripravljen posvetiti delovanju in razvijanju društva nekaj časa.

Bili ste predsednik Leka na Poljskem. S čim pa se zdaj ukvarjate?
Na Poljskem sem delal 16 let kot predstavnik Leka, dosegel fantastične rezultete, vendar se s koncem leta 2005 nismo mogli več dogovoriti. Zato sem šel na svoje. Zdaj imamo podjetje, ki se ukvarja s prehranskimi dopolnili, imenuje se Sensilab. V logu imamo metulja. Če sem prej kot Lek zdravil ljudi z zdravili, zdaj v bistvu preprečujem, da bi ljudje zboleli. Ta trend s prehranskimi dopolnili se vzpenja strmo navzgor, vendar so prehranska dopolnila na Poljskem v primerjavi z drugimi trgi še vedno na nižjem nivoju.

Ali je to poljsko-slovensko podjetje?
Podjetje je poljsko, družabniki smo trije Slovenci ter en Poljak.

Ali ima predsedovanje Slovenije Evropski Uniji vpliv na dejavnost Društva?
Društvo je še v začetni fazi delovanja in ima relativno malo kontaktov, ampak samo dejstvo, da Slovenija trenutno predseduje Uniji močno pomaga v promocijskem smislu. Bolje nas poznajo, vsakdo ve nekaj o Sloveniji. Ko sem prišel na Poljsko leta 1991, Poljaki niso poznali Slovenije. Zamenjevali so jo s Slovaško ali s Slavonijo. Zdaj je vse bolje, čeprav je Slovenija še vedno relativno neznana izven Evrope. Vendar predsedovanje zelo pomaga, čeprav pri nekaterih celo zbuja malo zavisti, da ima tako majhna, mlada država tako odgovornost.
Vendar na samo delovanje našega društva to nima vpliva. Mogoče se je Urad za zamejce odločil, da nam bo del svoje finančne pomoči namenil tudi za te vrste aktivnosti ob tradicionalnem pikniku v Pszczyni, zaradi tega, ker smo napisali v prošnji, da to bo velika zaključna prireditev ob koncu predsedovanja. Dvomim, da bo imela katera druga država tako prireditev kot bo naša v Pszczyni. Dejstvo je, da nam je to malo pomagalo, čeprav smo prosili za več sredstev. Sicer smo neprofitno društvo. Članarino je 100 zł za 10 mesecev in vsa ta sredstva grejo samo v statutarne namene. Radi bi povabili kakšnega kulturnika, organizirali kakšno razstavo... Skratka, možnosti so ogromne, vendar je vse odvisno od denarja. Če bi imeli na primer milion evro bi naredili slovenski dom...

Ali dobivate veliko ponudb za sodelovanje ali za podporo? Od univerz recimo?
Pretežno prošnje za denar.

Naljepša hvala za Vaš čas in želiva Vam veliko uspeha pri delu.
Hvala.

Varšava, marec 2008