Ewa Ziewiec

Wywiad z Mitją Okornem, reżyserem i scenarzystą

Czy oczekiwałeś takiego sukcesu swojego filmu Tu pa tam? Byłeś przecież dość młody, kiedy go nakręciłeś?

To było tak: byłem skejtem. Teraz nie mam już tyle czasu, ale wciąż w duszy jestem skejtem. Na początku, kiedy jeździłem na desce, kręciłem o tym filmy. Byłem przecież skejtem i powiedziałem sobie: „No zobaczmy, jak to wygląda”, nagrałem się i zobaczyłem, że lepiej mi idzie posługiwanie się kamerą niż jazda na desce. To możecie obejrzeć sobie na mojej stronie www.mitjaokorn.si, tam są wszystkie te filmiki. Później, co jakiś czas chodziłem do kina, oglądałem słoweńskie filmy i zawsze mnie one strasznie denerwowały. Te filmy kręcą jako jakąś sztukę... Zawsze są w nich te same rzeczy: otwieranie i zamykanie drzwi, zapalanie papierosa i gapienie się przez okno. A przede wszystkim: zero dialogu. To są najcięższe filmy. Oglądałem je całe dnie, dopóki nie zobaczyłem filmu Igora Šterka Ljubljana. Wtedy się całkiem wkurzyłem i pomyślałem: „Ja nakręcę film” - komercjalny, zabawny film dla młodzieży. Kiedy robisz dobry film, to ponieważ chcesz dużo powiedzieć, pierwszą rzecz, którą wyrzucisz, jest otwieranie i zamykanie drzwi, zapalanie papierosa i gapienie się przez okno, dlatego że nie masz czasu, bo masz coś do powiedzenia.

Pracowałem rok w sklepie i potem mogłem sobie kupić kamerę, która kosztuje 3000-4000 euro. Samo nagrywanie kosztowało 2000 euro. No więc poszedłem kręcić film, chociaż wszyscy mi mówili: „No ale tego nie możesz przecież zrobić, to jest trudne, nie dasz rady”. Zawsze, kiedy ktoś mi mówi, że nie dam rady, reaguję złością: „Co? Jak to nie mogę?!”. Cały czas miałem wrażenie, że to będzie sukces, bo przecież robimy zabawny film dla młodych, ale to nie jest takie proste nakręcić film. Kręciliśmy półtora miesiąca, wszystkiego mieliśmy około 2000 euro, a ja stu współpracowników, za i przed kamerą... I za te 2000 euro spróbuj zharmonizować pracę stu ludzi! No to był zupełny hardcore. W pierwszym tygodniu przyszli wszyscy, w drugim już mniej, a w ostatnim byłem sam, nie było już nikogo. Naprawdę ciężko jest zebrać wszystkich razem, bo kręcenie filmu to nudna sprawa. Każdego dnia dziesięć godzin to samo. Budzisz się rano, akcja, cut, akcja, cut, przesunięcie kamery, akcja, cut. Mnie się to nie nudzi, ale kiedy widzę, jak ludzie czekają, patrzą, nudzą się i potem, kiedy im nie możesz zapłacić, nie chce im się już siedzieć, chętniej by coś bardziej zabawnego robili, chętniej by wyszli gdzieś wieczorem niż ze mną kręcili filmy. No, ale jakoś w końcu nakręciliśmy ten film, potrzebowaliśmy jakichś dwóch-trzech lat, żeby go dokończyć, bo wszyscy mi mówili, że najważniejszy jest dźwięk i obraz. Trzeba było zsynchronizować dźwięk, czyli go nagrać. Do 70% filmu aktorzy musieli jeszcze raz nagrać dźwięk. Wszystkie te szumy, na to się mówi Schumacher... Później było trudno wprowadzić film do kina. Musiałem jeszcze pożyczyć pieniądze, kupiliśmy taśmy filmowe, na których się w kinie wyświetla filmy. Gdyby film nie okazał się sukcesem, na pewno by mi połamali nogi i jeszcze dzisiaj musiałbym zwracać pożyczone pieniądze... I to tak naprawdę był pierwszy słoweński film, który wszedł do kin bez pomocy państwa. I któremu zwróciły się wszystkie zainwestowane pieniądze. Żaden słoweński film nie zwrócił kosztów, to jest jedyny, któremu się to udało. Teraz byłbym już milionerem, gdyby mój film nie był też pierwszym, który był umieszczony w Internecie w czasie dystrybucji. Ściągnęło go jakieś sto tysięcy ludzi.

Oczywiście wcale tego nie chciałeś?

Nie, nie chciałem. Byłem młody, głupi. Dajesz na przykład swój film sponsorowi, żeby go obejrzał, a ten ma dziecko, które umieszcza film w Internecie. I tak sobie go wszyscy skopiowali... Przecież, jeśli bym wiedział, kto to zrobił, zarobiłbym trochę pieniędzy, bo bym go pozwał. Ale właściwie to super, że był w Internecie, że tylu ludzi go widziało, że go wszyscy poznali, że teraz mogę robić to, co chcę. Na początku w ogóle sobie nie wyobrażasz, że to będzie taki sukces, liczysz, żeby było tylu i tylu ludzi, a później widzisz, że mogłoby być ich jeszcze więcej, jeśli nie byłby w Internecie...

W końcu Bóg mi powiedział: „Niech ci się nie spieszy, nie będziesz jeszcze teraz milionerem, będziesz musiał jeszcze trochę popracować...” Gdybym miał pieniądze, zainwestowałbym je w nowy film, a teraz muszę walczyć, żebym w ogóle mógł nowy film nakręcić. Co jest całkiem w porządku, bo zawsze, kiedy musisz walczyć, o wiele więcej się nauczysz.

Jak było w Cannes? Powiedziałeś wcześniej, że tam jest „rzeka pieniędzy”...

Dotychczas tego nie wiedziałem, myślałem, że w Cannes jest podobnie jak, powiedzmy, w Berlinie. W Berlinie byłem już trzy razy i tam wiem wszystko, co i jak, ale to jest bardziej europejski festiwal. A Cannes to światowy festiwal. Właściwie to Berlin też jest światowym festiwalem, też przyjeżdżają gwiazdy, ale w Cannes są wszyscy, którzy coś w filmie znaczą. Tam widzisz, że jest masa pieniędzy. Ale jeśli chcesz robić swoje filmy, takie, jakie ty chcesz, musisz dużo zrobić sam z siebie, zaryzykować swoje pieniądze – wtedy masz lepszą pozycję do negocjacji. Możesz powiedzieć: „Tak, ale umiem też to zrobić” i masz nadzieję, że będzie dobrze. Jeśli będzie dobrze, dadzą ci pieniądze, żebyś zrobił coś jeszcze. Ale jeśli raz pojedziesz do Ameryki i zaczniesz kręcić filmy kategorii B, te głupie filmy akcji, już nie możesz wspiąć się na wyższy poziom. Mnie wszystkie te filmy-zombie wydają się zupełnie bez sensu.

Co masz teraz w planie? Co będziesz robił?

I tak cały czas kręcę teledyski, one są dla mnie jak krótkie filmy, je też możecie zobaczyć na mojej stronie. Robimy teledyski dla całej Europy, dla Anglii, a w międzyczasie piszę scenariusz do mojego drugiego pełnometrażowego filmu Član (Członek). To będzie film oparty na prawdziwych wydarzeniach, opowiada o jedynym ocalałym kryminaliście z pewnego gangu, który przeżył Jugosławię i jej rozpad. Teraz wszyscy są martwi, on jedyny jeszcze żyje. Był też jedną z większych gwiazd rock 'n' rolla w Słowenii.

Kiedy to się działo?

On się urodził w roku 60-tym, później jako pierwszy wprowadził do Słowenii kokainę w masowych ilościach. To się zaczęło w 1983 roku, a rok 1997 to jego upadek, bo sam był też na kokainie. Tak więc będzie to film typu „sex, drugs and rock 'n' roll”.

Więc to też będzie film dla młodzieży?

Pewnie. Dla wszystkich: „sex, drugs and rock 'n' roll” jest i tak zawsze dla wszystkich. Będzie brutalny, bardzo śmieszny, smutny, no i muzyka będzie super.

A kto pisze muzykę?

Muzyka będzie oryginalna. Powiedzmy, że zacznie się z Guns N' Roses Welcome to the jungle, a później cała historia jugosłowiańskiej muzyki: rock 'n' roll, który na koniec upada, a później cały ten turbo folk... Będzie też w międzyczasie jakiś Queen I want it all. Ja jestem w ogóle zupełnie zakochany w muzyce, chciałem nawet zostać dziennikarzem muzycznym. Najpierw chciałem być muzykiem, grałem na gitarze, a później zapragnąłem zostać dziennikarzem muzycznym. Ale kiedy w końcu pierwszy raz włączyłem kamerę wiedziałem, że to jest to i zakochałem się w kręceniu filmów, teledysków i reklam. Ale jestem też zakochany w muzyce i dokładnie wiem, kiedy jaka muzyka pasuje do filmu.

A będzie w kinach?

Tak, będzie.

Tylko w Słowenii?

Nie, ponieważ będą aktorzy z całej Jugosławii, a kręcić będziemy też w Anglii i w Boliwii. Tam też mamy kilku dobrych aktorów. Mam nadzieję, że uda nam się umieścić ten film na jakimś festiwalu, jak np. w Cannes, w Berlinie albo coś takiego, dlatego że to będzie film bardzo over the edge. W kinach będzie na pewno, a później wszystko zależy od tego, czy któryś kraj go kupi, np. Polska...

A jak jest z teledyskami? Łatwiej ci się je kręci niż filmy?

Dla mnie wszystko jest trudne, bo jestem perfekcjonistą: zawsze chcę coraz większych produkcji, zawsze chcę, żeby były dobre i zawsze jest za mało pieniędzy. Na wszystko, co robię, jest zawsze za mało, bo chcę za dużo. Bo nie jestem jak ci, którzy mówią: „Wali mnie to...” albo: „No dobra, dajcie mi pieniądze, od ręki trzy tysiące euro dla mnie, a pięć za teledysk, który jest przeciętny, tylko żeby klient był zadowolony”. Nie: to ja muszę być zadowolony, ja muszę sam siebie przewyższyć, ja muszę zawsze być lepszy od samego siebie. Jeśli nie jestem, cofam się i wtedy jestem już całkiem nerwowy. Tak więc cały czas inwestuję w siebie. Moja teoria wygląda tak: pierwszy teledysk, który zrobiłem, i nie miałem przy tym żadnych pieniędzy, był wart, powiedzmy, 200 euro. Potem za drugi teledysk dali mi 200 euro, a ja go zrobiłem za 400. Potem dali mi 400, a ja go zrobiłem za 800 i tak dalej. Czyli: zawsze wychodzę na minus, dlatego, że zawsze wkładałem w to swoje pieniądze – swoje honorarium. Żeby było lepiej, żeby było więcej. Ale to mi procentuje, bo mam coraz większy budżet, z którym mogę więcej zrobić, wciąż z lepszym sprzętem, z lepszymi ludźmi pracuję. A problem w Słowenii i na całym świecie jest taki, że wszyscy chcą od razu zarobić: „Tyle i tyle mi daj”, ale nikt sam nie chce dać, dlatego że nie dostanie więcej niż zainwestował. Wszyscy przywiązują się do pieniędzy i dlatego wszyscy się cofają i nikt nie robi postępów. Dużo ludzi jest cały czas w tym samym miejscu albo nawet w gorszym. Dlatego, że myślą o pieniądzach. A dla mnie jest ważny spot, film, ważne, że mogę to robić.

Czy w teledysku są Twoje pomysły i koncepcje czy artystów?

Wszystko jest moje. Artyści zwykle się na tym nie znają. Pracujemy też z zagranicą i tamtejsi artyści mają w wytwórni, z którą podpisali umowę, jednego człowieka, który troszczy się tylko o nich. Ta osoba wymyśla sobie scenariusz, ale to też jest bez sensu. Bo wiem, że mam naprawdę dobre pomysły, tego jestem pewien, a można oszaleć, kiedy jakiś zespół przyjdzie i mówi: „Mamy taki a taki pomysł” - można się tylko za głowę złapać! A ty wiesz, co jest dla nich dobre, co jest lepsze. Żeby nie było wieśniacko. Musisz w tym siedzieć trochę czasu, żeby wiedzieć, co jest dobre dla zespołu, dlaczego to jest dobre, a dlaczego tamto nie jest. Naprawdę bardzo niewiele razy ktoś przyszedł z dobrym pomysłem. Oni niech się zajmują muzyką, a my zrobimy najlepszy wizualny produkt, jaki się da. Problemem są ci reżyserzy, dla których zespół w ogóle nie jest ważny, i mówią: „Ja mam taki i taki pomysł, i pierwszemu zespołowi, który przyjdzie, to nakręcę”. Mimo że temu zespołowi zupełnie ten pomysł nie pasuje, jemu jest wszystko jedno, bo on to robi dla siebie. Tacy nie są w porządku, bo niszczą zespół. Ja zawsze próbuję znaleźć koncepcję, która będzie dobra dla utworu, dla zespołu, a dla mnie to już w ogóle będzie the best. Ale to jest najtrudniejsze – żeby pasowała do utworu, żeby pasowała do zespołu i żeby pasowała też mnie. Ale na końcu taki teledysk jest najlepszy, sprawia, że utwór jest jeszcze lepszy. Też jeśli teledysk jest dobry, ale nie ma związku z utworem, utwór może wypaść gorzej.

Dużo masz ofert od artystów?

Tak, pełno. Tylko z zagranicy mam dwie oferty na tydzień.

To znaczy skąd?

Europa: Niemcy, Anglia, Francja, Holandia. Perkusista Guano Apes założył nowy zespół, dla niego nagrywaliśmy. Z Francji na przykład taki nowy utwór Enur Calabria, wciąż go puszczają. Ale problem z zagranicą jest taki, że oni nie chcą ryzykować i zamawiają gotowe wzorce: „We would like a summer video, girls dancing on a beach...” Nie mógłbym tego robić, więc wciąż kręcę dużo słoweńskich klipów. Tu mogę robić to, co chcę, mogę robić postępy, kręcić coś nowego. A za granicą nie, oni wciąż się przejmują, czy MTV to będzie puszczał, a MTV puszcza cały czas te cycki, pupy i tyle. Tak więc mam bardzo dużo ofert. I tak chciałem jeszcze współpracować z polskimi raperami, z tymi najbardziej znanymi: mają jeden klip, w którym jadą autobusem po pustyni...

Masz na myśli WWO?

Tak, o to chodzi... Byłoby super, gdyby jakoś to powiązać, bo oni są podobni, podobne rzeczy się dzieją w Polsce i w Słowenii, moim zdaniem to jest zupełnie to samo, z tym, że wy macie więcej ludzi...

To znaczy, że musisz wiele z tych ofert odrzucić?

Tak, ważne są trzy rzeczy (nie wiem dlaczego trzy, ale trzy to dobra liczba...): po pierwsze ważne jest, że do mnie zadzwonią, że mnie szanują, i że mi powiedzą: “Zrób to, co chcesz, ty robisz najlepiej”. I tyle. Po drugie ważne jest, żeby był dobry utwór, a po trzecie, żeby była wystarczająca ilość pieniędzy, żebym mógł zrealizować moje idee. Ale jeśli mam dobry pomysł, to pieniądze nie stanowią dla mnie przeszkody. Kiedy kawałek jest słaby, to zwykle jeśli jest zajebisty pomysł, słaby utwór staje się dobry. Powiedzmy przyjdzie ktoś z pomysłem, że zaśpiewa: “Ooo, kocham cię, jesteś moja, nie mogę bez ciebie”. Każdy wyobraża sobie tutaj mężczyznę i kobietę, a ja wyobrażam sobie człowieka, który jest uzależniony od kokainy i nie może, i kocha ją, i nie może bez niej. I to jest bardzo delikatny temat. Ja sobie wyobrażam, że on śpiewa, że mu krew z nosa cieknie... Ale to jest bardzo dobry pomysł. Ja mu powiedziałem: “Jeśli się zgadzasz w ten sposób nakręcić ten kawałek, to idziemy go kręcić od razu”. Rzadko mówię tak po prostu od razu: “Nie”. To mówię tym muzykom, którzy robią muzykę dla pieniędzy. Bo nie robią muzyki dla samej muzyki. Przecież to jest w porządku, jeśli robisz muzykę dla muzyki i przy tym zarobisz furę pieniędzy. Po pierwsze musisz robić muzykę dla samej muzyki, a nie: “Hmm, jaki utwór muszę napisać, żebym zarobił?”. Z takimi w ogóle nie pracuję, bo nie będą też cenili wideoklipu. Bo pracują ze mną tylko dlatego, że jestem sławny i wiedzą, że zdobędą pewien rozgłos w Słowenii. Nie pracują dlatego, że cenią to, co robię; w ogóle nie wiedzą, co jest dobre. Ważne są dla nich tylko pieniądze. Coraz częściej muszę powiedzieć: “Nie”, bo potrzebuję coraz większego budżetu i ludzie nie zawsze mogą sobie na to pozwolić. Ja chcę kręcić coraz lepsze, coraz bardziej szalone rzeczy i coraz więcej. Chcę, żebyśmy mieli taki budżet, jakie mają na świecie.

Czy zawsze jest tak, że kiedy otrzymujesz ofertę, przesłuchujesz utwór, czy może odrzucasz ofertę zanim go przesłuchałeś?

Nie, nigdy od razu nie odmawiam. Zawsze, kiedy mi ktoś coś prześle, przesłuchuję utwór, a później pytam ile mają pieniędzy. Kiedy widzę, że dysponują wystarczającą kwotą, kręcimy od razu. Jeśli nie mają tyle pieniędzy, to kręcimy dopiero wtedy, kiedy przypadkiem coś naprawdę fantastycznego wymyślę. Na przykład, miałem niedawno jeden zespół i powiedziałem im: “Teraz nie mam czasu, prawdopodobnie nie będę mógł dla was pracować”. Później w nocy wpadłem na taki jeden naprawdę super pomysł, że od razu widziałem, że im to pasuje, i powiedziałem “Zróbmy to!”. Chociaż przecież nie mieliśmy wystarczającej ilości pieniędzy, umówiliśmy się, że jakoś to załatwimy. Tego pomysłu nie mogę sprzedać za granicę; MTV nie będzie tego puszczał, bo to jest zbyt krwawe. Ale ja lubię szalone rzeczy, bo kiedy oglądam MTV, to mi się nudzi – tam jest wciąż to samo. A ja chcę żeby było śmiesznie, zabawnie, inaczej, radykalnie. Bo wszystko to jest nudne – nudne radio, takie same filmy, wszystko takie samo. Bardzo mało jest rzeczy, które są okej i cool.

Czy jest tak, że kiedy słyszysz utwór, od razu masz w głowie pomysł, jak będzie wyglądał teledysk?

Tak, jeśli jest dobry utwór, bardzo szybko wpadam na pomysł. Ale teraz mam problem: pierwszy raz w życiu zdarzyło mi się, że utwór jest tak świetny, że nie mogę znaleźć koncepcji, bo żadna nie jest wystarczająco dobra dla tego utworu. Wszystko, co wymyślę, to: „Nie, ten utwór zasługuje na coś lepszego”. Wszystkie te pomysły są super, ale wciąż za słabe. Kiedy mam kiepski utwór, też jest bardzo ciężko wpaść na jakiś pomysł. Całe dnie rozmyślam. Powiedzmy, że śpiewa: „Od Mariboru do Portoroža głaskałbym twoje kolano”. Nie możesz nakręcić nic poza tym, że jedzie para i głaszczą się po kolanach. Później rozmyślałem cały tydzień i w końcu wpadłem na pomysł, że on jest seryjnym mordercą i zatrzymuje go autostopowiczka z Mariboru do Portoroža, on ją zarzyna, gwałci, wokół pioruny i tak dalej. Oczywiście, że artysta nie zgodził się na to... Fraza „Od Mariboru do Portoroža głaskałbym twoje kolano” wypadłaby jako coś zupełnie innego. Nagle ten utwór otrzymałby drugie znaczenie, drugą głębię, byłoby zabawnie, byłaby „metafora”. Bo inaczej ta fraza nie jest metaforą, to idzie prosto do głowy. Ale jeśli nakręcisz klip w ten sposób, cały utwór staje się metaforą. Tak więc czasem jest trudno, jeśli jakiś utwór jest do niczego, nie ma inspiracji. Ale zawsze się coś znajdzie, zawsze. Czasem dasz komuś utwór do przesłuchania, a on mówi: „Ja bym to nakręcił tak i tak”, ale ty wymyślisz coś całkiem swojego. Każda głupia idea rodzi dobrą ideę.

A jak było w Cannes?

Tak, w Cannes... Te pierwsze dwa dni byłem jeszcze podekscytowany obecnością gwiazd, robiłem sobie z nimi zdjęcia, ale później już przestałem. Bo przecież nie ma z nimi co robić, musisz znaleźć producentów, a później z nimi się trzymasz, rozmawiasz. Ale problem polega na tym, że tam 90% ludzi jest fake, to są luzerzy, przyjeżdżają tam, udają, że są super producentami, a tak naprawdę są nikim. Bardzo trudno jest czasem odróżnić, kto jest kim, co jest ważne, a co nie. Mam np. 100 wizytówek, a z tego 10 jest ważnych, normalnych.

Poza tym nie masz innej stałej pracy?

To przecież jest stała praca. Całymi dniami piszę scenariusz do tego nowego filmu, już dwa lata go piszę, to jest naprawdę bardzo wymagająca praca.

Już kończysz pisać?

To jest oparte na autentycznych wydarzeniach, mam już 300 stron, jedna minuta to jedna strona, czyli pięć godzin filmu. To jest o wiele za dużo. Musi być 120 stron, żeby było na dwie godziny filmu. A bardzo trudno jest to skrócić.

A kiedy według Ciebie będzie mniej więcej w kinach?

Za jakieś dwa, trzy lata.

Czy to zwykle tak długo trwa?

Tak, w przybliżeniu. Jakieś pięć lat to jest już sporo, a Tu pa tam robiłem jakieś dwa-trzy lata, bo nie miałem pieniędzy.

Masz już ekipę?

Mam już kilku ludzi, kilku aktorów. Jeszcze rozmyślam, rozmawiam, umawiam się.

A masz aktora do głównej roli?

Tak, mam jednego, ale myślę, że trzeba jeszcze trochę poszukać. Będziemy jeszcze przeprowadzali castingi.

Życzę sukcesów w pracy i serdecznie dziękuję za Twój czas.

Dziękuję.

Lublana, czerwiec 2007

Ewa Ziewiec

Intervju z Mitjo Okornom, režiserjem in scenaristom

Ali si pričakoval tak uspeh svojega filma Tu pa tam? Saj si bil precej mlad, ko si ga snemal.

Ja, tako je bilo: bil sem skejter. Zdaj nimam časa, ampak še zmeraj sem po duši skejter. Na začetku, ko sem skejtal, sem snemal skejterske filme. Pač bil sem skejter in sem si rekel: „Dejmo, da vidimo kako to zgleda” in potem sem se posnel in sem videl, da bolje obvladam snemanje s kamero kot skejtam. To pa si lahko pogledate na www.mitjaokorn.si, tam so vsi ti filmčki gor. Potem sem več ali manj hodil v kino, gledal slovenske filme in sem se zmeraj znerviral zaradi njih. Te filme kar snemajo kot neki art... Tam so zmeraj iste stvari: odpiranje in zapiranje vrat, prižiganje cigaret pa strmenje skozi okno. In predvsem: nič dialoga. Se pravi, to so najtežji filmi. To sem gledal cele dneve, dokler nisem enkrat gledal filma Igorja Šterka Ljubljana. Takrat sem znorel in pomislil: „Jaz bom film posnel” - komercialen, zabaven film za mlade. Ko delaš dober film, zato, ker hočeš veliko povedati, je prvo, kar vržeš ven odpiranje in zapiranje vrat, prižiganje cigaret in strmenje skozi okno, ker nimaš časa, ker moraš nekaj povedati.





Eno leto sem delal v prodajalni, potem sem si lahko kupil kamero, ki stane 3000-4000 evrov. Samo snemanje je stalo 2000 evrov. In tako sem šel snemat, čeprav so mi vsi rekli: „Pa to ne moreš, pa to je težko, to ti ne boš mogel”. Vedno, kadar mi kdo reče, da ne bom zmogel, reagiram jezeno: „Kaj? Kako ne morem?!”. Ves čas sem imel občutek, da bo uspešno, saj delamo zabaven film za mlade, ampak ni tako simple posnet film. Snemali smo en mesec in pol, vse skupaj smo imeli okoli 2000 evrov, jaz pa 100 sodelujočih, za kamero in pred kamero... In za te 2000 evrov poskusi uskladiti 100 ljudi! Tako, da je bil kar hardcore. Prvi teden so prišli vsi, drug teden vedno manj, zadnji teden pa sem bil sam, nikogar ni bilo. Res je težko dobiti vse na kup, ker je snemanje filma dolgočasna zadeva. Vsak dan deset ur isto. Zjutraj se zbudiš, akcija, cut, akcija, cut, premik kamere, akcija, cut. Meni ni dolgčas, ampak ko vidim kako ljudje čakajo, gledajo, jim je dolgočas in potem, ko jim ne moreš plačati, se jim ne da sedeti, pa raje kaj drugega zabavnega delajo, raje grejo zvečer ven kot z mano filme snemati. Tako, da smo pač nekako ta film posneli, potrebovali smo dve oz. tri leta, da ga dokončamo, zato, ker so mi vsi govorili, da sta najbolj pomembna zvok in slika. Treba je bilo sinhronizirati zvok oz. ga dodatno posneti. Za 70% filma so morali igralci še enkrat posneti zvok. Vse te šume, temu se reče Schumacher... Potem je bilo težko film v kino spraviti. Moral sem si še denar sposoditi, pa smo kupili filmski trak, na katerem se v kinu predvaja filme. Če ne bi bil film uspešen, bi mi sigurno polomili noge, pa bi še zdaj moral sposojen denar odplačevati... In to je v bistvu prvi slovenski film, ki je prišel v kino brez državne pomoči. In je dobil tudi ves vložen denar nazaj. Noben slovenski film ni povrnil denarja, to je bil edini ki ga je. Zdaj bi bil že milijonar, če ne bi bil moj film tudi prvi slovenski film, ki je bil na ogled tudi na internetu v času distribucije. Tako, da si ga je skopiralo okoli sto tisoč ljudi.

Verjetno tega nisi želel?

Ne, nisem. Ko si mlad, si neumen. Daš na primer svoj film sponzorju, da si ga ogleda, ta pa ima otroka, ki da film na internet. Tako so si vsi kopirali... Saj če bi vedel kdo je, bi tudi nekaj denarja zaslužil, ker bi ga tožil. Ampak v bistu mi je super, da je bil na internetu, da ga je toliko ljudi videlo, da so ga vsi spoznali, da lahko zdaj delam to, kar hočem. Najprej si sploh ne predstavljaš, da bo tak uspeh, preračunavaš, da bi bilo vsaj toliko in toliko ljudi, potem pa vidiš, da bi jih bilo lahko še več, če ne bi bil na internetu...

Konec koncev mi je Bog rekel: „Nič se ti ne sme muditi, nič ne boš milijonar še zdaj, boš moral še kar delati...”. Če bi imel denar, bi ga vložil v nov film, zdaj pa se moram boriti, da lahko sploh nov film posnamem. Kar je v redu, ker vedno, ko se moraš boriti, se veliko več naučiš.

Kako je bilo v Cannesu? Rekel si, da je tam „reka denarja”...

Do zdaj tega nisem vedel, mislil sem, da je v Cannesu podobno kot recimo v Berlinu. V Berlinu sem bil že trikrat in tam vse obvladam, ampak to je bolj evropski festival. Cannes je pa svetovni festival. Saj tudi Berlin je svetovni festival, pridejo zvezde, ampak v Cannesu so vsi, ki kaj pomenijo v filmu. Tam vidiš, da je ful denarja. Ampak če hočeš delati svoje filme, take kot ti hočeš, moraš veliko narediti sam od sebe, riskirati svoj denar - takrat imaš boljšo pogajalsko pozicijo. Lahko rečeš: „Ja, samo znam tudi to narediti”, in upaš, da je dobro. Če bo dobro, ti bodo dali denar, da še kaj narediš. Če pa greš recimo enkrat v Ameriko in začneš delati B-produkcijo, take butaste akcijske filme, se ne moreš več povzpeti na višji nivo. Meni pa se vsi ti zombie filmi zdijo brez veze.

Kaj pa imaš zdaj v načtru? Kaj boš delal?

Jaz itak ves čas delam videospote, ker so zame kot kratki filmi, te si pa spet lahko na moji strani pogledate. Za vso Evropo delamo videospote, tudi za Anglijo, vmes pa pišem scenarij za moj drugi celovečerni film Član. To bo film posnet po resničnih dogodkih o edinem preživelem kriminalcu iz ene družbe kriminalcev, ki so preživeli Jugoslavijo in njen razpad. Zdaj so vsi mrtvi, on je edini živ. Je bil pa tudi ena večjih rock 'n' roll zvezd v Sloveniji.

Kdaj se je to dogajalo?

On se je rodil 60-tega, potem je bil prvi uvedel v Slovenijo kokain in to masovno. To je bilo od leta 1983 naprej, 1997 pa je propadel, ker je bil sam tudi na kokainu. Tako, da to bo „sex, drugs and rock 'n' roll” film.

Se pravi to bo tudi film za mlade?

Valjda. To bo za vse: „sex, drugs and rock 'n' roll” je itak zmeraj za vse. Pa brutalen bo, zelo bo smešen, žalosten, pa glasba bo super.

Kdo pa piše glasbo?

Glasba bo orginalna. Recimo začelo se bo z Guns N' Roses Welcome to the jungle, potem pa cela zgodovina jugoslovanske glasbe: rock 'n' roll, ki na konec propada, potem pa ta turbo folk... Vmes bo kakšen Queen I want it all. Jaz sem pač čisto zaljubljen v glasbo, hotel sem postati glasbeni novinar. Najprej sem hotel biti glasbenik, pa sem igral kitaro, potem pa sem želel postati glasbeni novinar. Ampak nekako na koncu, ko sem prvič prižgal kamero, sem vedel, da je to to in sem se zaljubljil v snemanje filmov, spotov in reklam. Sem tudi zaljubljen v glasbo in točno vem kakšna glasba bo pasala k filmu.

A bo tale film v kinu?

Bo, ja.

Samo v Sloveniji?

Ne, ker bodo igralci iz cele Jugoslavije, pa snemali bomo tudi v Angliji in Boliviji. Tam pa imamo tudi par zelo dobrih igralcev. Upam, da bomo spravili film na kakšen festival kakor je Cannes, Berlin ali kaj takega, zato, ker bo to zelo over the edge film. V kinih bo sigurno, potem pa odvisno, če bo katera država film kupila, recimo Poljska...





Kaj pa videospoti? A jih snemaš lažje kot filme?

Zame je vse težko, zato ker sem perfekcionist: vedno želim večja snemanja, vedno hočem da bi bilo dobro, in vedno je premalo denarja. Za vse, kar delam je vedno premalo, ker hočem preveč. Ker nisem kot tisti tako imenovani „Jebi Vetri”, ki govorijo: „Me boli kurac”, ali „Pa dobro, dajte mi denar, dajte tri tisoč evrov takoj zame, pet pa za spot, ki je povprečen, samo da je stranka zadovoljna”. Ne: jaz morem biti zadovoljen, jaz moram sam sebe prekositi, jaz moram biti vedno boljši od samega sebe. Če nisem, potem nazadujem in sem čisto živčen. Tako, da ves čas vlagam vase. Moja teorija je: prvi spot, ki sem ga naredil, in pri tem nisem imel nič denarja, je bil vreden recimo 200 evrov. Potem za drugi spot so mi dali 200 evrov, pa sem ga naredil za 400. Potem so mi dali 400, jaz sem ga naredil za 800 in tako naprej. Se pravi: zmeraj sem v minusu zato, ker sem zmeraj svoj denar vlagal – svoj honorar. Da bi bilo boljše, da bi bilo več. Ampak se mi obrestuje, ker imam vedno višji budžet, s katerim lahko več naredim, z vedno boljšo opremo, z vedno boljšimi ljudmi lahko sodelujem. Problem v Sloveniji ter po svetu pa je, da vsi hočejo takoj zaslužiti: „Toliko pa toliko mi daj”, ampak noben noče dati, zato, ker ne dobi več kakor to, kar vloži. Vsi se na denar navezujejo in zato vsi nazadujejo in nihče ne napreduje. Veliko ljudi je ves čas na istem mestu ali pa celo na slabšem. Zato, ker mislijo na denar. Zame pa je pomemben spot, film, pomembno je da lahko to delam.

Ali so v videospotu Tvoje zamisli in koncepcije ali od umetnikov?

Vse je moje. Umetniki ponavadi nimajo pojma. Delamo s tujino, in v tujini imajo ti artisti na založbi, s katero so podpisali pogodbo eno osebo, ki skrbi samo za njih. Ta oseba si izmisli scenarij, pa to pošlje, ampak tudi to je brez veze. Ker vem, da imam res dobre ideje, to vem, in potem znorim, kadar kakšen bend pride in reče: „Imamo tako pa tako idejo”, samo se za glavo primeš! Ti pa veš, kaj je dobro za njih, kaj je boljše. Da ne bo kmečko. Moraš biti nekaj časa v tem, da veš, kaj je dobro za bend, zakaj je to dobro, zakaj ni dobro. Zelo malokrat je kdo prišel z dobro idejo. Oni naj se z glasbo ukvarjajo, mi pa bomo naredili najboljši vizualni izdelek, kar se da. Problem so res tisti režiserji, ki jim je vseeno za bend in rečejo: „Jaz imam idejo, tako pa tako, in ta prvi bend, ki bo prišel, mu bom to posnel”. Čeprav ta ideja temu bendu sploh ne paše, njemu je vseeno, ker on to dela zase. Taki pa tudi niso v redu, ker uničujejo bend. Jaz vedno poskušam najti zamisel, ki bo ta prava za komad, za bend, meni pa bo sploh čisto the best. To pa je najtežje: da paše k komadu, da paše k bendu, da paše tudi meni. Ampak na koncu je takšen spot najboljši, naredi komad še boljši. Tudi če je spot res dober, ampak nima veze s komadom, lahko komad ispade slabši.

A imaš veliko ponudb od umetnikov?

Ja, ful. Samo iz tujine dobim dve ponudbi na teden.

To pomeni od kod?

Evropa: Nemčija, Anglija, Francija, Nizozemska. Bobnar od Guano Apes je ustanovil novi bend, pa smo za njega snemali. Iz Francije je recimo zelo popularen komad Enur Calabria in ga skoz vrtijo. Ampak problem s to tujino je, da so „ziheraši” in želijo vzorce: „We would like a summer video, girls dancing on a beach...” Ne da mi se tega delati, zato še zmeraj snemam veliko slovenskih spotov. Tu lahko delam kar hočem, lahko napredujem, snemam nekaj novega. V tujini pa ne, njih ves čas skrbi, če bo MTV to vrtel, in MTV vrti ves čas te joške, riti in to je to. Itak sem hotel sodelovati z nekimi poljskimi reperji, s tistimi, ki so najbolj znani: imajo en spot, kjer se po puščavi vozijo z avtobusom...

Misliš na WWO?

Ja, to je to... To bi bilo super, da se poveže, ker so podobni, podobne stvari se dogajajo na Poljskem in v Sloveniji, to je čisto isto po mojem, samo vi imate malo več ljudi...

To pomeni, da moraš veliko od teh ponudb zavrniti?

Ja, pomembne so tri stvari (ne vem zakaj tri, tri je dobra številka...): najprej je pomembno, da me pokličejo, da me spoštujejo, da mi rečejo: „Naredi kar hočeš, ti delaš najbolje”. To je to. Drugič je pomembno, da je dober komad, tretjič pa, da je dovolj denarja, da lahko izpeljem idejo. Ampak, če imam dobro zamisel, potem denar po mojem ni ovira. Če je komad slab, potem ponavadi če je tako odfukana ideja, tudi slab komad postane dober. Recimo pride kdo z idejo, da poje „Joj, ljubim te, ti si moja, ne morem brez tebe”. Vsak si predstavlja tukaj moškega pa žensko, jaz pa si predstavljam tega človeka, kako je odvisen od kokaina, in ne more, in ljubi ga, ne more brez njega. In to je zelo „škatljiva” tema. Jaz si predstavljam, da on poje, da mu kri iz nosa teče... Ampak to pa je zelo dobra ideja. Jaz sem rekel njemu: „Glej, če se strinjaš tako ta komad posneti, ga gremo takoj snemat.” Zelo malokrat rečem pač takoj: „Ne”. To rečem tem glasbenikom, ki delajo glasbo zaradi denarja. Ker ne delajo glasbe zaradi glasbe. Saj je vse redu, če ti delaš glasbo zaradi glasbe pa ful denarja zaslužiš. Prvotno moraš delati glasbo zaradi glasbe, ne pa: „Joj, kakšen komad moram narediti, da bom zaslužil?”. S takimi sploh ne delam, zato, ker tudi ne bodo cenili videospota. Ker delajo z mano samo zato, ker sem slaven, in vejo, da bodo dobili določeno publiciteto v Sloveniji. Ne delajo zato, ker cenijo kar delam, zato sploh ne vejo, kaj je dobro. Pomemben jim je samo denar. Vedno večkrat moram reči „ne”, zato, ker potrebujem vedno večji budžet in si ljudje tega ne morejo privoščiti. Jaz hočem delati vedno bolje, vedno bolj utrgano, pa vedno več. Hočem, da pridemo do takih budžetov, ki jih imajo po svetu.

A je vedno tako, da ko dobiš ponudbo poslušaš ta komad, ali jih morda zavrneš preden si ga poslušal?

Ne, nikoli takoj ne zavrnem. Zmeraj, ko mi kdo kaj pošije, poslušam, potem pa vprašam koliko denarja imajo. Ko vidim, da imajo dovolj denarja, snemamo takoj. Če pa nimajo dovolj denarja, potem pa šele ko se slučajno res kaj utrganega spomnim. Recimo, zdaj sem imel en bend in sem jim rekel: „Zdaj nimam časa, verjetno ne bom mogel za vas delati”. Potem sem imel ponoči eno tako res hudo zamisel, da sem takoj videl da k njim paše, in sem rekel: „Dajmo to narediti”. Čeprav pač nismo imeli dovolj denarja, smo se zmenili, da bomo nekako že naredili. Te ideje tudi ne morem prodati tujcem, ker je MTV ne bo vrtel, ker bo tako krvava. Ampak jaz imam rad utrgane stvari, ker mi je dolgčas ko gledam MTV – vse je isto. Jaz hočem samo da je smešno, zabavno, da je drugačno, radikalno. Vse to je dolgčas, dolgočasni radio, filmi so isti, vse je isto. Zelo malo je stvari, ki so okej in cool.

A je tako, da ko slišiš komad, imaš takoj v glavi zamisel kako bi lahko zgledal videospot?

Ja, če je dober komad, zelo hitro najdem idejo. Zdaj pa imam problem, prvič v mojem življenju je prišlo do tega, da je komad tako hud, da ne morem najti ideje, ker je vsaka premalo dobra za ta komad. Vse kar se spomnim, to je tako: „Joj, ta komad si zasluži boljše”. Vse te ideje so super, ampak kar malo . Ampak če je slab komad, je tudi zelo težko dobiti idejo. Cele dneve razmišljam. Recimo če poje: „Od Maribora do Portoroža meni se tvoje koleno boža”. Ne moreš nič narediti, razen dva kar se vozita od Maribora pa si koleno božata. In potem sem cel teden razmišljal, in sem prišel na zamisel, da je on serijski morilec in ga ustavlja štoparka iz Maribora do Portoroža, on jo kolje, posiljuje, pa strele udarjajo in vse to. Normalno da umetnik ni bil za to... Fraza „Od Maribora do Portoroža meni se tvoje koleno boža” bi ispadla kot čisto nekaj drugega. Kar naenkrat bi ta komad dobil drugo stran, drugo globino, kar fora bi bila, kar „metafora”. Ker drugače ta fraza ni metafora, to je direkt v glavo. mpak če tak spot narediš, vse ispade kot metafora. Tako, da je včasih zelo težko, če je kakšen komad zanič, ni inspiracije. Ampak vedno se kaj najde, zmeraj. Včasih daš komu poslušat komad, on pa reče: „Jaz bi posnel tako pa tako”, ampak ti se spomniš nekaj čisto svojega. Vsaka neumna ideja rodi dobro idejo.





Kako pa je bilo v Cannesu?

Ja, v Cannesu... Te prve dva dni sem bil še navdušen nad zvezdami, sem se še slikal z njimi, ampak potem sem pa nehal. Saj nimaš kaj z njimi delat, moraš najti producente, potem se pa družiš z njimi, pogovarjaš. Ampak problem je, ker je tam 90% ljudi fake in luzerjev, pa pridejo tja, pa se delajo da so hudi producenti, pa v bistvu niso nič. Zelo težko je razbrati včasih kdo je kdo, kaj je pomembno, kaj ni. Recimo, imam 100 vizitk, od tega pa 10 je pomembnih, normalnih.

Drugače pa nimaš drugega stalnega dela?

Saj to je stalno delo. Cele dneve pišem scenarij za ta nov film, že dve leti ga pišem, to je res zahtevno delo.

A ga že končuješ?

To je po resničnih dogodkih, imam že 300 strani, ena minuta je ena stran, to pomeni pet ur filma. To pa je čisto preveč. Mora biti 120 minut, da bi bilo za 2 uri filma. Skrajšat pa je zelo zapleteno.

Kdaj pa misliš, da bo približno v kinu?

Še ene dve leti, tri.

Saj to normalno tako dolgo traja?

Ja, približno. Ene pet let je že kar dobro, saj Tu pa tam sem delal tri - štiri leta, ker nisem imel denarja.

Ekipo pa že imaš?

mam že par ljudi, par igralcev. Še razmišljam, se pogovarjam in dogovarjam.

A za glavno vlogo že imaš igralca?

Ja, enega imam, ampak mislim, da je treba še malo iskati. Imeli bomo še avdicije.

Želim ti uspešno delo in najlepša hvala za tvoj čas.

Hvala.

Ljubljana, junij 2007