Zdenko Matoz, Delo

Mitja Okorn: Musisz być gotów harować jak wół

W pierwszym tygodniu po premierze romantyczną komedię bożonarodzeniową Listy do M. słoweńskiego reżysera Mitji Okorna obejrzało ponad pół miliona widzów. Film pokazano po raz pierwszy 9 listopada w Warszawie, gdzie Okorn nakręcił go za dwa miliony euro. W Słowenii debiutował na festiwalu Liffe, a 16 grudnia trafi do regularnej dystrybucji słoweńskich kin.

Zdenko Matoz (Delo): Jestem młodym genialnym twórcą filmowym bez doświadczenia i pieniędzy. Chciałbym nakręcić fantastyczny film fabularny, który mam w głowie. Co mam zrobić?

Mitja Okorn: To proste. A przy dzisiejszej technologii jeszcze prostsze. Trzeba tylko ten genialny film, który jest w głowie, przelać na papier, a następnie mieć nadzieję, że nie jest to fantastyka naukowa, a jeśli tak, niech dzieje się w jednym pomieszczeniu. Prościej jest, kiedy pierwszy genialny film jest tani, jest mało aktorów, mało miejsc itd. Piszesz genialny scenariusz i mówisz sobie – teraz to nakręcę. Wszystko, czego potrzebujesz, to chęć, pragnienie, nerwy, przyjaciele, dostateczna ilość czasu i pieniędzy i oczywiście energii. Wszystko można, jeśli się chce. Musisz tego mocno pragnąć. Musisz być gotów harować jak wół, skłócić się ze wszystkimi przyjaciółmi, rodziną, aby osiągnąć to, czego chcesz. Musisz być gotów stracić wszystkie włosy… Wielu ludzi ma genialne pomysły, a kiedy trzeba je zrealizować… Nad filmem Tu pa tam pracowałem kilka lat, nad filmem Listy do M. pracowałem dwa lata. To dużo czasu, a ludzie szybko się poddają. Trzeba dobrze się zorganizować i wziąć tanią kamerę – a najważniejsza jest zawsze opowieść – i nakręcić to. Ludzie najczęściej zatrzymują się na chęciach, których im brakuje.

Co powinien zrobić człowiek, aby zostać normalnym słoweńskim reżyserem kroczącym po ustalonej drodze, co panu jest pewnie obce?

Tu nasuwa się pytanie o definicję normalnego reżysera. W moim mniemaniu, aby zostać normalnym reżyserem, trzeba kochać film i mieć chęć nakręcenia filmu. W Słowenii wciąż jeszcze jest tak, że musisz mieć dyplom, aby być kimś. Gdzie indziej nie potrzebujesz dyplomu, aby być reżyserem. Po prostu pokazujesz, co dotychczas zrobiłeś.

Był pan kiedyś w pobliżu AGRFT? (Akademija za gledališče, radio, film in televizijo – Akademia Teatru, Radia, Filmu i Telewizji w Lublanie – przyp. tłum.)

Najbliżej byłem, gdy podczas drzwi otwartych, kiedy prezentowali uczelnię, odprowadzałem przyjaciela, który chciał zostać aktorem. Wtedy myślałem, że w tej szkole mnie nie zobaczą, bo jest tak staromodnie urządzona. W epoce cyfrowej miałem wrażenie, że są w roku 1900. Nie chodzi o to, że uważam, że nauka nie jest nic warta. Szkoła jest ok. Nie jest ważne, czy jesteś w szkole czy nie, czy jesteś tu, czy w Nowym Jorku, najważniejsze jest, jaką jesteś osobą, czy to, co jest nam dane, będziesz umiał dobrze wykorzystać czy nie. W końcu ważne są energia, dobre pomysły i jaja. Niektórzy myślą, że skończą szkołę dla reżyserów, a państwo da im milion euro, żeby nakręcili film. Dlatego wielu filmowców z AGRFT trafia do telewizji publicznej, gdzie reżyserują różne programy. Oczywiście nie uważam, że to nic nie znaczy, ale tak po prostu jest. Ktoś może to lubić. Ja wybrałem inną drogę. Wiedziałem, co chcę robić, jakie filmy chcę kręcić i zacząłem to robić. W ciągu tych czterech lat, kiedy oni byli w szkole, nauczyłem się, jak nakręcić film, jak pozyskać pieniądze, jak znaleźć klientów, jak nakręcić reklamę, jak zrobić klip muzyczny, jak stworzyć ekipę, i to bez niczyjej formalnej pomocy. To było praktycznie zdobyte doświadczenie. Kiedy zaprosili mnie do Polski, producentka powiedziała mi – słuchaj, jeśli twój asystent będzie robił wszystko za ciebie, wścieknę się. A ja ją zapytałem, czym w ogóle zajmuje się asystent. Wszystko dotychczas zrobiłem w życiu sam, bez asystentów. Powiedziała mi – słuchaj, nie mów tego nikomu.

W jakim stopniu muzyka jest częścią pana postrzegania świata?

Tak jak w życiu, tak też w filmie najważniejszy jest rytm. Niektórzy nie mają poczucia rytmu i tworzą nudne filmy, nudne przemówienia, nudną muzykę. Poczucie rytmu dała mi muzyka, bo mój ojciec się nią zajmował. Był dźwiękowcem, mistrzem tonów i już w wieku czterech lat jeździłem z nim na koncerty, po całej Jugosławii, a później po całym świecie. W domu miał dwa tysiące płyt winylowych, mnóstwo płyt CD i zylion mp3. Dlatego właściwie wychowałem się na muzyce i chciałem zostać muzykiem. Gdy miałem sześć lat, ojciec zaprowadził mnie do szkoły muzycznej, żebym uczył się grać na gitarze, ale powiedzieli mi, że mam za małe palce. To wydarzenie charakteryzuje całą Słowenię. Zamiast pobudzać kreatywność, przede wszystkim w szkolnictwie, zabijają zarówno pragnienie uczenia się, jak i tworzenia. Ostatecznie grałem na gitarze, ale nie chodziłem do szkoły muzycznej. Szybko zainteresowałem się kręceniem. Zmontowałem w domu w film skate’owski, który nałożyłem na utwór Kalashnikov Bregovicia z filmu Kusturicy Underground. Wszystko tak ładnie pasowało i wtedy zrozumiałem, że to dobrze, że nie zostałem muzykiem.
Skoro osiągnąłem międzynarodowy sukces w filmie, może mógłbym też w muzyce. Kto wie? W filmie połączyłem zamiłowanie do muzyki z jeszcze większym zamiłowaniem do reżyserii, montażu…

Zapewne tkwił w panu potencjał twórczy, który prędzej czy później znalazłby ujście?

Zawsze byłem bardzo twórczy, także w szkole. Często się zdarzało, że to, co stworzyłem, pozostali uczniowie chcieli zniszczyć. Byłem inicjatorem licznych akcji, a takiego trzeba w Słowenii uciszyć… Wszystko w życiu ma swoją przyczynę i wszystko ma swoje pozytywy. Pozytywem jest to, że nie przyjęli mnie do szkoły muzycznej, pozytywem jest to, że byłem skate’m, wziąłem w rękę kamerę i połączyłem to z muzyką. Wszystko ma swoją przyczynę i wszystko trzeba obrócić na swoją korzyść.

Muzyki dużo było w Tu pa tam, w którym huczało od rapu. Później były liczne klipy dla słoweńskich i zagranicznych muzyków, a zwłaszcza dla polskiego zespołu Afromental. Na ile kręcenie klipów jest wyzwaniem dla reżysera, a na ile są to wakacje w porównaniu z filmem?

Żadne z rzeczy, które robię, nie są dla mnie wakacjami, gdyż jestem perfekcjonistą. W to, czego się podejmuję, wkładam dużo energii, chęci, złości i trudu. Całkowicie się temu oddaję. Z powodu tego mojego perfekcjonizmu miewam problemy, kłopoty. Jeśli coś jest dla ciebie obojętne, wtedy nie ma kłopotów.
Każdy klip ma jakąś historię, to są krótkie filmy. Nie mogę oglądać klipów, na które składają się tylko jakieś ładne fotki, tyłki, cycki, bo to jest nudne po dwudziestu sekundach. Historia musi być też wizualna, rytmiczna. Każdy projekt jest dla mnie tak ważny, jakby to był ostatni projekt i całkowicie mu się oddaję, dlatego też nie robię kilku projektów jednocześnie. Wtedy na końcu jestem zadowolony, że dałem z siebie wszystko, jestem dumny z efektu.

„Prawdziwemu” reżyserowi dwa lata kręcenia opery mydlanej dla polskiej telewizji zapewne wydałoby się ofertą poniżej poziomu. Czego się pan przy tym nauczył?

Serial 39 i pół to nie opera mydlana, bo ma format 45-minutowy, a opery mydlane zazwyczaj trwają 22 minuty. Na pewno by się panu spodobał, bo to historia o starym punku, który postanawia, że po siedmiu latach wróci do swojej żony. A ponieważ ona daje mu kosza, decyduje się uporządkować swoje życie i reaktywować swój stary punkowy zespół.
W serialu jest dużo muzyki. W pierwotnym scenariuszu nie było w ogóle muzyki, więc powiedziałem, że byłoby super, gdyby stworzyli zespół muzyczny, żeby staruszkowie grali na scenie, a syn słuchał hip hopu i w ten sposób od razu będzie konflikt. Konflikt pokoleń zawsze jest śmieszny. Chciałem zrobić to jeszcze bardziej na ostro, ale ponieważ emitowane jest to w najlepszym czasie antenowym i ponieważ jest to kanał, który wszyscy mogą oglądać, nie mogło być przeklinania itd. Ale wciąż jest to najbardziej kultowy serial w Polsce. To jest trzynaście części na sezon, trzy sezony, a ja wyreżyserowałem półtora.

Jak było?

Było super, bo znów połączyliśmy muzykę i film. Wziąłem w tym udział z prostej przyczyny, ponieważ był to dobry scenariusz. A kiedy jest dobra historia, dobry scenariusz, wtedy jest sens to robić. Dostaję sporo scenariuszy i zazwyczaj są to głupie historie.
W Polsce pracuje się i tworzy i Polska jest na pewno bliżej Ameryki, niż my. Tu piorą nam mózgi, żebyśmy myśleli, że jesteśmy najbardziej rozwiniętym krajem tranzytowym, a to wcale nie jest prawdą. Kiedy przyjechałem do Polski, też tak myślałem. Byłem prawdziwym Słoweńcem i mówiłem: to wywalimy, to zrobimy w ten sposób. A oni byli przekonani, że ja jestem taki pewny siebie, że wiem, co robię, w rzeczywistości natomiast ich nie doceniałem, jak każdy Słoweniec. I dali mi pracę, bo myśleli, że wiem wszystko. A kiedy zobaczyłem, dokąd trafiłem, jaki to jest przemysł…

A czy to nie jest grzech śmiertelny, jeśli człowiek przy tym coś zarobi?

Tam z powodu uporządkowanych kwestii praw autorskich będziesz zarabiać na tym jeszcze jakieś dziesięć, dwadzieścia lat – czego u nas nie ma. Przy każdej emisji, dostajesz pieniądze za prawa autorskie. W Polsce kwestie praw autorskich są bardzo dobrze uporządkowane i prawie dostałem zawału, kiedy na koniec roku dostałem pieniądze za prawa autorskie.
A ponieważ nakręciłem film świąteczny, będę z tego żył przez najbliższe sto lat. Film zostanie dobrze przyjęty i będą go emitowali w każde święta, ja będę dostawał pieniądze za prawa autorskie, a Kevin już nie będzie sam w domu. Tak jak każdy dobry zespół muzyczny na świecie, na przykład George Michael i jego Last Christmas czy inni, którzy tworzą świąteczny utwór i mogą z tego żyć i tworzyć inne utwory. Filmem Listy do M. stworzyłem swój świąteczny utwór.

Przekład z języka słoweńskiego: Tomasz Łukaszewicz

Źródło:
Delo
http://www.delo.si/kultura/liffe/mitja-okorn-moras-biti-pripravljen-svicati-kot-na-trgatvi_3.html

Zdenko Matoz, Delo

Mitja Okorn: Moraš biti pripravljen švicati kot na trgatvi

V prvem tednu predvajanja je božična romantična komedija Pisma sv. Nikolaju slovenskega režiserja Mitje Okorna imela več kot pol milijona gledalcev. Film je imel premiero 9. novembra v Varšavi, kjer ga je posnel za dva milijona evrov zasebnega denarja. Po dveh projekcijah na Liffu bo 15. decembra prišel v redno distribucijo slovenskih kinodvoran.

Mitja Okorn, Listy do M., Pisma svetemu Nikolaju

Zdenko Matoz (Delo): Sem mlad genialen filmski ustvarjalec brez izkušenj in denarja in bi rad posnel fantastičen celovečerni film, ki ga imam v glavi. Kaj naj naredim?

Mitja Okorn: Preprosto. S sodobno tehnologijo pa še sploh. Treba je samo ta genialen film, ki je v glavi, dati na papir, potem upati, da ta film ni znanstvena fantastika, če pa že, naj bo v eni sobi. Bolj preprosto je, če je začetnikov genialen film poceni, da je malo igralcev, malo lokacij in podobo. Narediš genialen scenarij in rečeš - sedaj bom pa jaz to posnel in vse kar je potrebuješ veliko volje, želje, živcev, prijateljev, če nimaš veliko časa in denarja, pa seveda energije. Vse se da, če se hoče. To si moraš dovolj močno želeti. Moraš biti pripravljen švicati, kot na trgatvi, pripravljen spreti z vsemi prijatelji, družino in drugimi, da boš dosegel to, kar hočeš, pripravljen izgubiti vse lase... Veliko ljudi ima genialne ideje, ko je pa treba to narediti... Na filmu Tu pa tam sem delal nekaj let, na filmu Pisma sv. Nikolaju sem delal dve leti. To je veliko časa in ljudje hitro obupajo. Treba se je dobro organizirati in vzeti poceni kamero - najbolj pomembna pa je vedno zgodba - in to posneti. Običajno pa se zatakne že pri volji, ki je ljudje nimajo dovolj.

Kaj mora narediti človek, da postane normalen slovenski filmski režiser, ki gre po ustaljeni poti, kar je vam gotovo tuje?

Tu je vprašanje definicije, kaj je normalen režiser. Da po mojih pojmih postaneš normalen režiser, je treba rad imeti film in željo narediti film. V Sloveniji je še vedno tako, da moraš imeti diplomo, da si nekaj. Drugje ne potrebuješ diplome, da si režiser. Preprosto pokažeš, kaj si doslej naredil.

Ste bili kdaj blizu AGRFT?

Najbližnje srečanje sem imel, ko sem prijatelja, ki je želel biti igralec, spremljal ob dnevu odprtih vrat, ko so predstavili šolo. Takrat sem si dejal, da me ta šola gotovo ne bo videla, ker je tako staromodno zasnovana. V času digitalne dobe sem imel občutek, da so v letu 1900. Saj ne, da bi šolanje dajal v nič, šola je fajn. Ni pomebno ali si ali nisi v šoli, ali si tu ali si v šoli v New Yorku, najbolj pomebno je, kakšen si kot oseba, ali boš to, kar ti oni tam dajo znal uporabiti v dobro ali ne. Na koncu so pomebni energija, dobre ideje in jajca. Nekateri mislijo, da bodo naredili šolo za režiserja in da jim bo država dala milijon evrov, da bodo posneli film. Zato mnogi filmarji z AGRFT-ja pristanejo na nacionalni televiziji, kjer režirajo različne oddaje. To seveda ne dajem v nič, tako pač je. Nekdo lahko v tem uživa. Sam sem ubral drugo pot. Vedel sem kaj hočem delati, kakšen filme hočem delati in sem to začel delati. V teh štirih letih, ko so bili oni v šoli, sem se naučil kako posneti film, kako dobiti denar, kako dobiti stranke, kako posneti reklamo, kako posneti glasbeni videospot, kako oblikovati ekipo, ne da bi mi kdo formalno pomagal. To so bile praktično pridobljene izkušnje. Ko so me povabili na Poljsko, mi je producentka rekla - poslušaj, če bo tvoj asistent naredi vse za tebe, bom znorela. Pa sem jo vprašal, kaj pa asistent sploh počne? Doslej sem v življenju vse sam naredil, brez asistentov. Pa mi je rekla - poslušaj, tega ne povej nikomur.

Koliko je glasba sestavni del vašega filmskega pogleda na svet?

Tako kot v življenju je tudi na filmu najpomebnejši ritem. Nekateri nimajo občutka za ritem in delajo dolgočasne filme, dolgočasne govore, dolgočasno glasbo. Občutek za ritem mi je dala glasba, ker se je moj oče ukvarjal z glasbo. Bil je ozvočevalec, tonski mojster in sem že od četrtega leta hodil z njim po koncertih, po celi Jugoslaviji in pozneje po celem svetu. Doma je imel dva tisoč lpjev in ogromno cedejev ter zillijon mp.3jev. Tako da sem v bistvu odrasel z glasbo in sem hotel postati glasbenik. Ko me je oče s šestimi leti peljal v glasbeno šolo, da bi se učiti igrati kitaro, so mi rekli, da imam premajhne prste. Ta dogodek pooseblja celo Slovenijo. Namesto pa bi spodbujali kreativnost, predvsem v izobraževalnem sistemu, ubijajo željo tako po učenju, kot ustvarjanju. Vseeno sem igral kitaro, nisem pa hodil v glasbeno šolo. Hitro pa me je pritegnilo snemanje in ko sem to doma zmontiral v skejt film, sem to storil na Bregovićevo skladbo Kalašnikov iz filma Podzemlje Kusturice. Vse se je tako lepo ujemalo in takrat sem dojel, da je super, da nisem postal glasbenik.
Kot sem mednarodno uspel s filmom bi mogoče tudi z glasbo. Kaj pa vem. V filmu pa sem združil ljubezen do glasbe s še večjo ljubeznijo, to je režija, montaža ...

Gotovo je v vas tičala ustvarjalnost, ki bi tako ali drugače prišla na plano?

Vedno sem bil zelo ustvarjalen, tudi v šoli. Pogosto se je dogajalo, da so tisto, kar sem ustvaril, mnogi sošolci hoteli uničiti. Bil sem pobudnik za številne reči in takega je treba v Sloveniji utišati ...
Vse se v življenju zgodi z razlogom in vse je za nekaj dobro. Dobro je, da me niso sprejeli v glasbeno šolo, dobro je, da sem skejtal, v roke vzel kamero in to združil z glasbo. Vse se zgodi z razlogom in vse je treba obrniti sebi v prid.

Glasbe je bilo veliko v Tu pa tam, kjer je pokalo od rapa. Sledili so številni videi za slovenske in tuje glasbenike, še posebej za poljsko glasbeno atrakcijo Afromental. Koliko je snemanje videov še izziv za režiserja ali so to počitnice v primerjavi s filmom?

Nič kaj delam, zame niso počitnice, ker sem perfekcionist. V to kar se lotim je vloženo veliko energije, volje, jeze in truda. Temu se popolnoma predam. Zaradi tega mojega perfekcionizma so problemi, težave. Če ti je vseeno, potem težav ni.
Vsak videospot ima neko zgodbo, to so kratki filmi. Ne morem gledati videospotov, kjer so zgolj neke lepe sklice, pa ritke, pa joški, ker je to dolgčas po dvajsetih sekundah. Zgodba je lahko tudi taka vizualna, ritmična. Vsak projekt mi je tako pomemben, kot da je to zadnji projekt in se mu v celoti posvetim, zato tudi ne delam več projektov hkrati. Tako sem na koncu zadovoljen, ker sem dal vse od sebe, sem ponosen na izdelek.

»Pravim umetniškim« režiserjem bi se dve leti režiranja televizijske limonade na poljski televiziji gotovo zdelo ponudba izpod časti. Kaj ste se vse naučili pri tem?

Serija 39 in pol ni limonada, ker ima 45 minutni format, limonade pa so običajno dolge 22 minut. Gotovo bi vam bila zelo všeč, ker je to zgodba o starem punkerju, ki se odloči, da se bo po sedmih letih vrnil k svoji ženi. Ker ga ona zavrne se odloči, da bo dvoje življenje uredil in da bo obudil svojo staro punk skupino.
V seriji je veliko glasbe. V prvem scenariju niti ni bilo glasbe, pa sem dejal, da bi bilo super, če bi naredil punk skupino in bodo starčki na odru, sin pa posluša hip hop in bo tu takoj konflikt. Generacijski konflikt je vedno smešen. Želel sem narediti še bolj na ostro, ker pa je to predvajano v najbolj gledanem času in ker je to kanal, ki ga lahko vsi gledajo ne more biti preklinjanja in podobno, še vedno pa je to najbolj kultna serija na Poljskem. To je 13 delov na sezono, tri sezone, jaz sem pa režiral sezono in pol.

Kako je bilo?

Bilo je super, ker smo spet združili glasbo in film. Sodelovanje pa sem sprejel iz preprostega razloga, ker je bil dober scenarij. Če je dobra zgodba, dober scenarij, je to smisleno delati. Sicer pa dobivam veliko scenarijev in večinoma in so to precej butaste zgodbe.
Na Poljskem delajo in ustvarjajo in je Poljska gotovo bliže Ameriki, kot smo mi. Tu ti operejo možgane, da mislimo, da smo najbolj napredna tranzicijska država, pa to sploh ni res. Ko sem prišel na Poljsko, sem tudi tako mislil. Bil sem pravi Slovenec in sem dejal, to bomo ven zmetali, to bomo tako naredili. Oni pa so bili prepričan, da sem jaz tako samozavesten, da vem kaj delam, v bistvu pa sem jih podcenjeval, kot vsak Slovenec. In so mi dalo službo, ker so menili, da vem vse. Ko pa sem videl, kam se prišel, kakšna je to industrija ...

Ni pa smrtni greh, če pri tem kaj človek zasluži?

Tam zaradi urejenih avtorskih pravic od tega služiš še deset, dvajset let - kar pri nas ni urejeno. Vsakič ko predvajajo dobiš denar od avtorskih pravic. Na Poljskem imajo avtorske pravice zelo dobro urejene in me je skoraj zadela kap, ko sem ob koncu leta dobil denar od avtorskih pravic.
Ker sem posnel božični film, bom od tega živel še sto let. Film bo dobro sprejet in ga bodo predvajali vsak božič, dobival bom denar od avtorskih pravic, Kevin pa ne bo več sam doma. Tako kot vsaka dobra glasbena skupina na svetu in na primer George Michael z Last Christmasom in drugi, posnamejo božično pesem, da lahko od tega živijo in ustvarjajo druge pesmi… S filmom Pisma sv. Nikolaju sem naredil svojo božično pesem.

Vir:
Delo
http://www.delo.si/kultura/liffe/mitja-okorn-moras-biti-pripravljen-svicati-kot-na-trgatvi_3.html