Złoty ptak

Pewien król miał w swoim ogrodzie przepiękną jabłoń. Rodziła złote jabłka, które jednak nigdy nie dojrzewały, ponieważ każdego ranka jednego brakowało. Król postawił pod jabłonią straż. Nocą i dniem czuwała, żeby złapać złodzieja. Jednak żołnierze króla bronili się już przed chodzeniem na straż, gdyż nie mogli ująć tego, który chodził po jabłka.
Król miał jeszcze trzech synów, którym nakazał, by strzegli jabłoni ze złotymi jabłkami. Pierwszej nocy czuwał najstarszy. Wziął broń i chodził pod jabłonią w tę i z powrotem. Całą długą noc nikt się nie pojawił, jednak rano na jabłoni brakowało złotego jabłka.
Drugiej nocy na straż poszedł drugi syn, jednak rano na jabłoni znów brakowało złotego jabłka.
Trzeciej nocy poszedł czuwać trzeci, najmłodszy syn. Zamiast ołowianym śrutem nabił broń grochem, żeby nie zastrzelić złodzieja. Chciał tylko zobaczyć, co to jest za spryciarz, który potrafi kraść w taki sposób, żeby go nikt nie złapał. Stanął pod drzewem i czekał. Około północy z nieba cicho przyleciał ptak i usiadł na drzewie. Gdy tylko złapał szponami jabłko, najmłodszy syn wymierzył w niego i wystrzelił. Odstrzelił mu trzy pióra. Ptak się spłoszył, upuścił jabłko i odleciał. Najmłodszy podniósł pióra i zobaczył w świetle księżyca, że są ze szczerego złota.
Bracia usłyszeli strzał, przybiegli do najmłodszego i wypytywali go skąd nadszedł złodziej. On im odpowiedział: - Gdybyście patrzyli, to byście widzieli.
Następnie poszedł do ojca i pokazał mu pióra. Z racji tego, że były złote, król ojciec pomyślał: - Jak piękny musi to być ptak, który ma takie pióra.
Chętnie chciałby posiadać złotego ptaka, więc powiedział na głos: - Kto mi złapie i przyniesie złotego ptaka, zostanie królem.
Najstarszego brata królestwo bardzo kusiło. Wziął konia, jedzenie na drogę oraz broń, i wyruszył do lasu szukać złotego ptaka. - Ptaki są najczęściej w lesie – myślał - już tam gdzieś go dopadnę. Chodził i chodził po lasach, a złotego ptaka nie było na żadnym drzewie. Dotarł do zielonej polany. Ponieważ był głodny, rozsiodłał konia i wyjął jedzenie z torby. Wtem z lasu nadszedł niedźwiedź i poprosił go: - Daj i mnie trochę, jestem głodny.
Jednak najstarszy syn zaśmiał się nad niedźwiedziem: - Starcza zaledwie dla mnie, jak mogę jeszcze dać tobie? Zabieraj się!
Niedźwiedź warknął: - Poczekaj no, jeszcze coś złego ci się przydarzy!
I odszedł.
Gdy królewicz się najadł, odjechał w dalszą podróż.
Jechał i jechał, aż wpadł w ręce rozbójników. Zabrali mu wszystko, co miał: pieniądze i konia. Bardzo prosił, żeby mu darowali chociaż życie. Rozbójnicy mu odrzekli, że tylko wtedy, jeśli się do nich przyłączy i będzie z nimi rabował. Co woli?
Poszedł więc z nimi i został rozbójnikiem.
Minął rok i dzień, a starszego syna jeszcze nie było w domu. Wtedy średni syn powiedział ojcu, że pojedzie szukać złotego ptaka. Ojciec go puścił, gdyż syn mu obiecał, że wróci w ciągu roku czy złapie złotego ptaka czy też nie – i dał mu konia, pieniądze i jedzenie na drogę.
Średni syn odjechał tą samą drogą, co starszy brat. W lesie rozglądał się po drzewach za złotym ptakiem, lecz na próżno. On również dojechał do zielonej łąki, a ponieważ poczuł głód, zatrzymał się. Znów nadszedł niedźwiedź i poprosił go o jedzenie. Drugi syn go przegnał tak, jak pierwszy, i powiedział: - Dla ciebie i dla takich jak ty jest w lesie zwierzyna. Zabieraj się!
Niedźwiedź powiedział: - Poczekaj no, jeszcze coś złego ci się przydarzy! - warknął i odszedł.
Gdy drugi królewicz się najadł, ruszył dalej przez las. Jechał i jechał, aż wpadł w ręce rozbójników. Zabrali mu wszystko, co miał, i również jego zmusili, by poszedł z nimi i został rozbójnikiem.
Znów minął rok i dzień, a ponieważ średniego syna nie było w domu, najmłodszy powiedział ojcu, że pojedzie szukać złotego ptaka.
Ojciec mu odpowiedział:
- Dwóch moich synów już pojechało i nie wróciło. Zostań w domu, mam już tylko ciebie.
Jednak najmłodszy syn tak długo przekonywał ojca, aż w końcu dostał konia, pieniądze i jedzenie.
Następnie pojechał tą samą drogą przez lasy i dojechał do zielonej łąki, gdzie poprzednio zatrzymali się jego bracia. Rozsiodłał konia i wziął jedzenie z torby.
Znów nadszedł niedźwiedź i go poprosił:
- Daj i mnie trochę, przecież widzisz, że jestem głodny.
Najmłodszy miał dobre serce i powiedział:
- Bierz ile chcesz i ile będziesz potrzebował.
Niedźwiedź jadł i jadł, lecz wciąż nie był syty. Powiedział królewiczowi:
- Daj mi jeszcze konia, połknę go i się najem, ponieważ jestem głodny.
- Ależ - powiedział królewicz - dałbym ci go, tylko na czym bym później pojechał?
- Na mnie - odpowiedział niedźwiedź.
- Jak? - zapytał królewicz - przecież wszyscy będą się ze mnie śmiać.
Ale niedźwiedź mu powiedział: - Zaprowadzę cię wprost tam, gdzie jest ta rzecz, której szukasz.
Gdy królewicz to usłyszał, pomyślał: - Jeśli wiesz, czego szukam, wiesz też, gdzie to jest.
I powiedział: - Więc połknij konia, żebyś się najadł.
Więc niedźwiedź zjadł jeszcze konia i powiedział: - A teraz zetnij leszczynową witkę, która wyrosła w ciągu jednego roku, dosiądź mnie i zawiozę cię do złotych ptaków.
Młodzieniec ściął właściwą leszczynową witkę, osiodłał niedźwiedzia i odjechali.
Dojechali do wysokiej, szarej skały, gdzie niedźwiedź się zatrzymał i powiedział:
- W tej skale jest mnóstwo złotych ptaków w złotych klatkach. Uderz leszczyną w skałę! Otworzy się, wejdź do środka i weź pierwszego ptaka, którego będziesz miał pod ręką. Ale w żadnym wypadku nie wybieraj, żeby się nie obudzili strażnicy i cię nie złapali.
Królewicz zsiadł z niedźwiedzia, uderzył leszczyną w skałę, a ona się otworzyła. Z obu stron na skalnych ścianach wisiały złote klatki ze złotymi ptakami. Szedł od ptaka do ptaka, dopóki nie doszedł do końca groty, gdzie w złotej klatce wisiał najbardziej cudowny złoty ptak, jakiego możesz sobie wyśnić. Zdjął klatkę z ptakiem, gdyż chciał wrócić. Jednak jeszcze zanim doszedł do wyjścia, straż się zbudziła. Schwytali go, nieprzyjemnie patrzyli i pytali, dlaczego chciał ukraść złotego ptaka.
Królewski syn jeszcze nigdy nie skłamał i powiedział straży cała prawdę. Strażnicy go wysłuchali i powiedzieli, że go wypuszczą i podarują mu złotego ptaka, jeśli im przyprowadzi najszybszego konia, ognistego, takiego, że w magicznych krainach nie ma mu równego. Obiecał to i go wypuścili.
Gdy wrócił z groty do niedźwiedzia, niedźwiedź mu powiedział:
- Dlaczego mnie nie usłuchałeś i nie wziąłeś pierwszego ptaka, na którego się natknąłeś? Znam takiego konia, którego obiecałeś, ale musisz mi przyrzec i zrobić to, co ci przykażę. Weź znowu jednoroczną witkę leszczynową, usiądź na mnie i pomyśl, że chciałbyś udać się tam, gdzie są konie, którym w magicznych krainach nie ma równych.
Młodzieniec obiecał, wziął leszczynową witkę, osiodłał niedźwiedzia i rzeczywiście pomyślał: - Och, gdybym był tam, gdzie są najszybsze konie, którym w magicznych krainach nie ma równych.
Zaledwie o tym pomyślał, a już byli przed wysoka skałą, obrośniętą szarym mchem.
Niedźwiedź mu powiedział:
- Uderz leszczyną w skałę, a otworzy się. W skalnej grocie jest wielkie stado koni. Odwiąż jak najszybciej pierwszego, do którego przyjdziesz, i w żadnym wypadku nie wybieraj, żeby się nie obudzili strażnicy i cię nie złapali.
Młodzieniec zsiadł z niedźwiedzia, uderzył witką w skałę, skała się poruszyła i ukazała się grota. Z obu stron groty stały konie, jeden piękniejszy od drugiego, a ostatni na końcu groty był najpiękniejszy. Królewicz go odwiązał i zabrał w stronę wyjścia. Jednak od tupotu końskich kopyt strażnicy się zbudzili, schwytali chłopca, ponuro patrzyli i pytali, dlaczego chciał ukraść konia. Powiedział im całą prawdę. Wysłuchali go i obiecali mu, że go wypuszczą, jeśli przyniesie im syrenę. Młodzieniec obiecał im syrenę i odjechał konno z groty.
Gdy dotarł do niedźwiedzia, włochacz go złajał: - Przecież ci powiedziałem, jak masz to załatwić. Dlaczego mnie nie usłuchałeś? Ale wiem, gdzie i jak zdobędziesz syrenę. Niedaleko stąd rozciąga się brzeg morski. Idź do miasta i kup wszystkie rodzaje towarów z rynku. Pójdź na brzeg morski i tam sprzedawaj. Przyjdą trzy syreny. Handluj jednak tylko z tą, która ci się najbardziej spodoba. Gdy kupi i będzie chciała już odejść, niech ci na szczęście uściśnie rękę. Myśl wtedy, że chciałbyś być z końmi – i natychmiast znajdziesz się tam, gdzie chcesz.
Królewicz zsiadł z niedźwiedzia, pożegnał się i odszedł. Chodził i chodził aż doszedł do miasta nad morzem. Tu nakupił różnego rodzaju towary, po czym poszedł na brzeg i tam je wystawił na sprzedaż.
Przyszły trzy syreny, jedna piękniejsza od drugiej, lecz handlował tylko z tą, która mu się wydała najpiękniejsza. Gdy dziewczyna kupiła co chciała, młodzieniec ja poprosił, żeby mu uścisnęła dłoń na szczęście. Uścisnęła mu ją, a on myślał: - Gdybym był teraz z końmi!
W mgnieniu oka młodzieniec był już z syreną przy koniach. Strażnicy dali mu obiecanego konia i wszyscy oczarowani przyglądali się syrenie, której się nie mogli napatrzeć.
Młodzieniec wsiadł na konia. Zanim jednak odjechał, uścisnął dłoń syreny i pomyślał: - Och, gdybym był teraz tam, gdzie są złote ptaki.
W mgnieniu oka byli przy złotych ptakach: on, syrena i koń. Strażnicy złotych ptaków z radością oglądali ognistego konia i szybko przynieśli królewiczowi najpiękniejszego złotego ptaka w złotej klatce, nim jeszcze nie zsiadł z konia. Szybko złapał syrenę za rękę i pomyślał: - Och, gdybym był teraz przy niedźwiedziu.
Natychmiast znaleźli się przy niedźwiedziu on, syrena, koń i złoty ptak.
- Teraz masz wszystko i czeka cię szczęście - powiedział mu niedźwiedź - ale strzeż się przed kupowaniem mięsa z szubienicy.
Gdy niedźwiedź to powiedział, poszedł w swoją drogę.
Królewicz odjechał z przepiękną syreną w stronę swojego domu. Dojechali do pewnego miasta, w którym na targu zebrało się wiele ludzi. Wydało mu się to dziwne, więc zapytał pierwszą osobę, która koło niego przeszła, co to znaczy. Zapytany mu powiedział, że prowadzą na powieszenie dwóch rabusiów. Królewski syn podszedł bliżej i rozpoznał w nich swoich starszych braci.
- Jak mogę ich uwolnić? - pytał.
Ludzie odpowiedzieli: - Uwolni ich ten, który zapłaci tyle, ile zrabowali.
Najmłodszy miał z domu jeszcze wystarczająco pieniędzy, zapłacił okup i ruszył w drogę.
Teraz, gdy bracia rabusie zostali wybawieni od śmierci, chcieli się dowiedzieć, kto zapłacił okup. Wszystkich po kolei pytali kim jest ich wybawiciel. Pokazano im drogę i podążyli za nim. Gdy go dogonili rozpoznali, że to ich brat i że niesie do domu złotego ptaka. Wystraszyli się, że powie ojcu co się im przytrafiło. Ze strachu i zazdrości pobili go i pozostawili leżącego na drodze.
Następnie przywłaszczyli sobie konia, syrenę i złotego ptaka i poszli w stronę domu.
Wszyscy się rozweselili, a szczególnie król ojciec. Konia zaprowadzili do stajni, ale od tego czasu tak się rozjuszył, że nikt nie ośmielił się do niego zbliżyć. Jedynie z góry mogli mu wsypywać obrok w żłób. Syrena posmutniała i od samego smutku nie mogła wypowiedzieć słowa. Złoty ptak zwiesił głowę i więcej nie wydał z siebie głosu. Wszyscy myśleli, że już niedługo będzie ich koniec.
Wtedy włochaty niedźwiedź przyszedł do trzeciego syna, który leżał jak martwy na drodze. Wykopał korzeń mandragory, rozbił go na kamieniu i wlał leżącemu do ust sok. I patrz! Młodzieniec wstał żywy i zdrowy. Jednak niedźwiedź zniknął i nigdy więcej nikt go nie widział.
W podartym ubraniu najmłodszy syn królewski wrócił do domu i nikt go nie poznał. Pytał o swojego konia, a dworzanie przyglądali się mu ze zdziwieniem. Później pokazali mu rozjuszonego konia w stajni i powiedzieli, że nikt nie śmie się do niego zbliżyć. On jednak poszedł do niego. Gdy koń go spostrzegł, wesoło zarżał i pozwolił mu się klepać i głaskać. Wszyscy byli zdumieni! Potem najmłodszy królewicz poszedł prosto do komnaty, w której wisiała klatka ze złotym ptakiem. Ptak spojrzał na niego i zaczął tak przyjemnie śpiewać, że oczarowani dworzanie zatrzymali się i słuchali.
Gdy król usłyszał śpiew złotego ptaka, przybiegł do komnaty. Nadbiegła również syrena. Spojrzała na młodzieńca, rozpostarła białe ręce, pospieszyła w jego stronę i go objęła.
Dopiero w tej chwili król ojciec rozpoznał swojego syna. Starsi bracia ze strachu uciekli z miasta nie wiadomo dokąd. Młodszy zaś otrzymał królestwo i ożenił się z piękną syreną. Żyli długo i szczęśliwie, a w ogrodzie pałacowym jabłoń rodziła im każdego roku złote jabłka i przyjemnie im przyśpiewywał złoty ptak.

Źródło: Slovenske ljudske pravljice, urednik Andrej Ilc, Mladinska knjiga, Ljubljana 1997

Przekład: Zuzanna Jakab

Zlata ptica

Neki kralj je imel na svojem vrtu prelepo jablano. Rodila je zlata jabolka, ki pa nikoli niso dozorela, kajti vsako jutro je eno manjkalo. Kralj je postavil pred jablano stražo. Noč in dan je stražila, da bi zasačila tatu. A kraljevi vojaki so se že branili hoditi na stražo, saj niso mogli ujeti tistega, ki je hodil po jabolka.
Kralj pa je imel tri sinove in naročil je tudi sinovom, naj stražijo jablano z zlatimi jabolki. Prvo noč je stražil najstarejši. Vzel je puško in hodil pod jablano sem in tja. Vso dolgo noč ni bilo nikogar, a zjutraj je na jablani manjkalo zlato jabolko.
Drugo noč je šel na stražo drugi sin, a zjutraj je na jablani spet manjkalo zlato jabolko.
Tretjo noč je šel na stražo tretji, najmlajši sin. Namesto s svinčenim zrnjem je nabil puško z grahom, češ da tatu ne bo ustrelil. Hotel je le videti, kakšen prebrisanec je to, ki zna tako krasti, da ga nihče ne zasači. Stopil je pod drevo in čakal. Okoli polnoči je spod neba tiho priletela ptica in se spustila na drevo. Ko pa je s krempeljci prijela jabolko, je najmlajši sin pomeril in sprožil. Odstrelil ji le tri peresa. Ptica se je prestrašila, spustila jabolko in zletela. Najmlajši je pobral peresa in videl v lunini svetlobi, da so iz čistega zlata.
Brata sta zaslišala strel, pritekla sta k najmlajšemu in ga vprašala, od kod je prišel tat. On jima je odgovoril: „Gledala bi, pa bi ga videla.”
Nato je odšel k očetu in mu pokazal peresa. Ker so bila zlata, je oče kralj pomisli: „Kako lepa mora biti šele ptica, ki ima taka peresa.”
Rad bi imel zlato ptico, pa je dejal naglas: „Kdor mi ulovi in prinese zlato ptico, bo kralj.”
Najstarejšega brata je kraljestvo zelo mikalo. Vzel je konja, popotno brašno in puško ter šel v gozd iskat zlato ptico. „V gozdu so ptice najrajši,” je mislil, „tam jo bom že kje dobil.” Hodil je in hodil po gozdovih, a zlate ptice ni bilo na nobenem drevesu. Prispel je do zelene jase. Ker je bil lačen, je razjahal konja in vzel brašno iz torbe. Tedaj pa je prišel iz gozda medved in ga poprosil: „Daj še meni malo, lačen sem.”
Toda najstarejši sin je zarežal nad medvedom: „Saj bo komaj zame dovolj, pa bom še tebi dajal. Poberi se!”
Medved je zarenčal: „Le počakaj, še slabo se ti bo pogodilo.”
In je odšel.
Ko se kraljevič najedel, je odjahal naprej.
Jahal je in jahal ter padel v roke roparjem. Vzeli so mu vse, kar je imel: denar in konja. Milo je prosil, naj mu vsaj življenje puste. Roparji so mu rekli, da le, če se jim pridruži ter hodi z njimi ropat. Kaj je hotel?
Šel je z njimi in postal – ropar.
Preteklo je leto in dan, a starejšega sina še ni bilo domov. Tedaj je srednji sin dejal očetu, da bo šel iskat zlato ptico. Oče ga je pustil – ker mu je sin obljubil, da se bo ob letu vrnil, pa naj ulovi zlato ptico ali ne – in mu je dal konja, denar in popotno brašno.
Srednji sin je odjahal po isti poti kot starejši brat. V gozdu je gledal po drevesih za zlato ptico, toda zaman. Tudi on je prispel do zelene jase in ker je postal lačen, se je ustavil. Spet je prišel medved in ga poprosil, naj mu da jesti. A drugi sin ga je zapodil kot prvi in rekel: „Zate in za take, kot si ti, so v gozdu zverine. Poberi se!”
Medved je dejal: „Le počakaj, še slabo se ti bo godilo!” Zarenčal je in odšel.
Ko se je drugi kraljevič najedel, je odjahal naprej po gozdu. Jahal je in jahal ter padel v roke roparjem. Vzeli so mu vse, kar je imel, in tudi njega prisilili, da je šel z njimi in postal – ropar.
Spet je preteklo leto in dan in ker srednjega sina ni bilo domov, je najmlajši dejal očetu, da bo šel iskat zlato ptico.
Oče mu je odvrnil:
„Dva moja sinova sta že šla in se nista vrnila. Ostani doma, samo tebe imam še.”
Toda najmlajši sin je tako dolgo prigovarjal očetu, da je dobil konja, denarja in brašna.
Nato je jezdil po isti poti skozi gozdove in prišel na isto zeleno jaso, kjer sta se prejšnje in poprejšnje leto ustavila njegova brata. Razjahal je in vzel brašno iz torbe.
Spet je prišel medved in ga poprosil:
„Daj še meni malo, saj vidiš, da sem lačen.“
Najmlajši pa je bil dobrega srca in je rekel:
„O, le jej, kolikor hočeš in kolikor se ti poljubi.”
Medved je jedel in jedel, pa še ni bil sit. Rekel je kraljeviču:
„Daj mi še konja, da ga snem in se najem, ker sem še lačen.”
„I,” je rekel kraljevič, „saj bi ti ga dal, na kom naj pa potem jezdim?”
„Boš pa na meni,” je odvrnil medved.
„Kako?” je vprašal kraljevič, „saj se mi bo vsak smejal.”
Medved pa mu je dejal: „Naravnost tja te bom povedel, kjer je tista stvar, ki jo iščeš.”
Ko kraljevič to sliši, si misli: „Če ti veš, kaj iščem, tudi veš, kje je.”
In je dejal: „I – no, pa snej konja, da se boš najedel.”
Nato je medved pojedel še konja in rekel: „Zdaj pa ureži leskovo šibo, ki je v enem letu zrasla, zajahaj me in ponesel te bom k zlatim pticam.”
Mladenič je urezal pravšno leskovo šibo, zajahal medveda in sta oddirjala.
Prijahala sta do visoke, sive skale, kjer se je medved ustavil in rekel:
„V tej skali je cela jata zlatih ptic v zlatih kletkah. Mahni z leskovko po skali! Odprla se bo, ti pojdi noter in vzemi prvo ptico, ki ti bo prišla v roke. Toda nikar ne izbiraj, da se ne zbude stražniki in te ne ujamejo.”
Kraljevič je stopil z medveda, mahnil z leskovko po skali in odprla se je. Na obeh straneh so po skalnih stenah visele zlate kletke z zlatimi pticami. Šel je od ptice do ptice, dokler ni prišel do konca votline, kjer je v zlati kletki visela najčudovitejša zlata ptica, kar si jih možeš misliti. Snel je kletko s ptico, da bi se vrnil.. Toda še preden je prišel do izhoda, so se straže zbudile. Zgrabili so ga, grdo gledali in vprašali, čemu je hotel ukrasti zlato ptico.
Kraljevi sin se še nikoli ni zlagal in tudi straži je vse po resnici povedal. Stražniki so ga poslušali in nato rekli, da ga izpuste in mu podare zlato ptico, če jim pripelje najhitrejšega konja, iskrega, da mu v devetih deželah ni enakega. Obljubil je in izpustili so ga.
Ko se je vrnil iz votline k medvedu, mu je medved dejal:
„Čemu me nisi ubogal in vzel takoj prve ptice, do katere si prišel? Jaz sicer vem za takega konja, kot si ga obljubil, toda moraš me ubogati in storiti, kar ti bom naročil. Vzemi spet enoletno leskovo šibo, sedi name in zaresno misli, da bi bil rad tam, kjer so konji, ki jim v devetih deželah ni enakih.”
Mladenič je ubogal, vzel leskovo šibo, zajahal medveda in zaresno mislil: „O, da bi bil tam, kjer so najhitrejši konji, ki jim v devetih deželah ni enakih.”
Komaj je to pomislil, že sta bila pred visoko skalo, s sivim mahom obraslo.
Medved mu je dejal:
„Mahni s šibo po skali in odprla se bo. V skalni votlini je velika čreda konj. Odveži koj prvega, ki prideš do njega, in nikar ne izbiraj, da se stražniki ne zbude in te ne ujamejo.”
Mladenič je stopil z medveda, zamahnil s šibo po skali, skala se je razmaknila in prikazala se je votlina. Na obeh straneh votline so stali konji, eden lepši od drugega, zadnji na koncu votline pa je bil najlepši. Kraljevič ga je odvezal in popeljal proti izhodu. Toda od topotanja konjskih kopit so se stražniki zbudili, zgrabili fanta, čemerno gledali in vprašali, počemu je hotel konja ukrasti. Povedal jim je vse po resnici. Poslušali so ga in mu obljubili, da ga puste, če jim pripelje morsko deklico. Mladenič jim je deklico obljubil in odšel iz votline konj.
Ko je prišel do medveda, ga je kosmatinec oštel: „Saj sem ti povedal, kako moraš ravnati. Čemu me nisi ubogal? Vem pa, kje in kako boš dobil morsko deklico. Nedaleč od tod se širi morska obala. Pojdi v mesto in nakupi vsakovrstnega sejemskega blaga. Z njim se podaj na morsko obalo in tam prodajaj. Prišle bodo tudi tri morske deklice. Kupčuj pa samo s tisto, ki ti bo najbolj všeč. Ko bo nakupila in hotela že oditi, naj ti za dobro srečo seže v roko. Takrat si zaresno misli, da bi bil rad pri konjih – in ročno boš tam, kjer si želiš.”
Kraljevič je razjahal medveda, se poslovil in šel. Hodil je in hodil ter prišel do mesta ob morju. Tu je nakupil vsakovrstnega blaga pa šel na obalo in ga tam razložil naprodaj.
Prišle so tri morske deklice, ena lepša od druge, a kupčeval je le s tisto, ki se mu je zdela najlepša. Ko je deklica nakupila, kar si je želela, jo je mladenič prosil, naj mu seže v roko za dobro srečo. Segla mu je v roko, on pa si je mislil: „Da bi bil zdajle pri kojnih!”
Kakor bi trenil z očmi, je bil mladenič z morsko deklico pri konjih. Stražarji so mu dali obljubljenega konja in vsi zamaknjeni strmeli v morsko deklico, ki se je niso mogli nagledati.
Mladenič je zajahal konja. Preden pa je odjezdil, je segel deklici v roko za slovo in si misli: „O, da bi bil zdajle tam, kjer so zlate ptice.”
Kot bi trenil z očmi, so bili pri zlatih pticah: on, morska deklica in konj. Stražarji zlatih ptic so veselo ogledovali ognjevitega konja in kraljeviču ročno prinesli najlepšo zlato ptico v zlati kletki, ko še s konja ni stopil. Brž je prijel deklico za roko in si mislil: „O, da bi bil zdajle pri medvedu.”
Pri priči so bili pri medvedu on, morska deklica, konj in zlata ptica.
„Zdaj imaš vse in sreča te čaka.“ mu je dejal medved, „a varuj se kupovati meso z vislic.”
Ko je medved to izgovoril, je šel svojo pot.
Kraljevič pa je odjezdil s prelepo morsko deklico proti svojemu domu. Prišla sta do nekega mesta, kjer se je na trgu zbralo mnogo ljudi. Čudno se mu zdelo in povprašal je prvega, ki je prišel mimo, kaj naj to pomeni. Vprašani me je povedal, da peljejo obesit dva roparja. Kraljevi sin je stopil bliže in v njiju spoznal svoja starejša brata.
„Kako naj ju rešim?” je vprašal.
Ljudje so odgovorili: „Rešil ju bo, kdor plača enkrat toliko, kolikor sta naropala.”
Najmlajši je imel od doma še dovolj denarja, odštel je odkupnino in šel na pot.
Zdaj ko sta bila brata roparja rešena smrti, bi bila rada zvedela, kdo ju je odkupil. Vse po vrsti sta izpraševala, kje je njun rešitelj. Pokazali so jima pot in šla sta za njim. Ko sta ga došla, sta spoznala, da je njun brat in da nese domov zlato ptico. Zbala sta se, da ne bi očetu povedal, kaj se je z njima zgodilo. Iz strahu in zavisti sta ga pretepla in pustila ležati na cesti.
Nato sta se polastila konja, morske deklice in zlate ptice in šla proti domu.
Vsi so se ju razveselili, posebno pa oče kralj. Konja so postavili v hlev, toda odsihmal se je tako shudil, da nihče ni smel k njemu. Le z vrha so mu morali vsipati zobanje v jasli. Morska deklica je postala žalostna in od same žalosti ni mogla spregovoriti besedice. Zlata ptica je povesila glavo in ni več dala glasu od sebe. Vsi so mislili, da ju bo zdaj zdaj konec.
Tedaj pa je medved kosmatinec prišel do tretjega sina, ki je kot mrtev ležal na cesti. Izgrebel je koren lečen, ga stolkel na kamnu ter kanil sok ležečemu v usta. In glej! Mladenič se je dvignil živ in zdrav. Medved pa je izginil in nikoli več ga nihče ne videl.
V raztrgani obleki se je najmlajši kraljevi sin vrnil domov, a ga niso spoznali. Vprašal je po svojem konju, toda dvorjani so ga debelo gledali. Nato so mu pokazali hudega konja v hlevu in povedali, da nihče ne sme v njegovo bližino. On pa je šel k njemu. Ko ga je konj zagledal, je veselo zarezgetal in se mu pustil božati in gladiti. Vsi so ostrmeli! Nato je šel najmlajši kraljevič naravnost v sobano, kjer je visela kletka z zlato ptico. Zagledala ga je in začela tako milo prepevati, da so dvorjani očarani obstali in poslušali.
Ko je kralj zaslišal peti zlato ptico, je prihitel v sobo. Pritekla je tudi morska deklica. Zagledala je mladeniča, razpela bele ročice, pohitela k njemu in ga objela.
Zdaj šele je oče kralj spoznal svojega sina. Starejša brata sta od strahu pobegnila iz gradu neznano kam. Mlajši pa je dobil kraljestvo in se oženil z lepo morsko deklico. Dolgo in srečno sta živela, na grajskem vrtu jima je jablana vsako leto rodila zlata jabolka in milo jima je prepevala zlata ptica.

Vir: Slovenske ljudske pravljice, urednik Andrej Ilc, Mladinska knjiga, Ljubljana 1997